Nie wiem jakich obrazów jest więcej – Bożego Narodzenia czy Bożej śmierci. Nie liczyłam. Boże Narodzenie jest źródłem radości. Ukrzyżowanie źródłem bólu. Ale zarazem nadziei, bo przecież wiemy, że On cierpiał i współcierpiał z nami i dalej cierpi i współcierpi z każdym cierpiącym. Ale wiemy, że zmartwychwstał. I my też zmartwychwstaniemy, jeśli będziemy wpatrywać się w najświętsze ciało Przebitego Boga.
A może trzeba jak w XIV wieku mieć mały ołtarzyk w domu, aby w wolnej chwili zamiast w ekran telewizora wpatrywać się w Maryję oraz w Jej ukrzyżowanego Syna? Pomyślmy o tym.
Wkleiłam kilka obrazów. Tylko tyle. To zaledwie kropelka tego cierpienia Chrystusa, które artyści przez wieki namalowali. Ale robi i tak wrażenie. I myślę, że na jeden raz wystraczy. Chrystus nie chce abyśmy przez Niego cierpieli. Jeśli cierpimy, to dlatego, że często nie byliśmy Mu wierni kiedy On cierpi za nas i za nasze grzechy, albo współcierpimy za grzechy innych. I współcierpi z nami – jak pisze papież Benedykt XVI w swym tekście Patrzeć na Przebitego.
Chrzest Jezusa to bardzo ważny i popularny motyw, podobnie zresztą jak wszystkie inne sceny z życia Jezusa, które były tematem sztuki w ciągu wielu wieków naszego istnienia i cywilizacji. Nie ma zresztą sceny, której malarze by nie malowali, nawet obrzezanie malowali, ale nie będę o tym pisać, bo dla mnie to jest zwyczaj z czasów barbarzyńców, czyli przed-Chrystusowy. Fakt, że Jezus poddany został również temu rytuałowi świadczy jeszcze bardziej o Jego pokorze i udziale w rozlewie krwi już od czasów niemowlęcych. Nie wiem skąd taki pomysł i kiedy się zrodził w tym narodzie, ale może najwyższy czas z tym skończyć?
Ale nas dzisiaj interesuje chrzest. Chrzest Chrystusa. Jesteśmy przyzwyczajeni do chrztu dzieci, a Jezus zostaje ochrzczony jako dojrzały mężczyzna. Ale właśnie chrzest jest początkiem jego misji i pojawia się niejako na arenie świata w momencie chrztu, bo oto wszystko staje się nowe. Na pewno nie były te doświadczenia łatwe dla Niego, ale był Bogiem więc wiedział, że może wszystko. My ciągle nie zdajemy sobie sprawy z faktu, co to znaczy być chrześcijaninem i iść za Chrystusem. Jeśli On jest zwycięzcą, a wiemy że jest bo zwyciężył śmierć, szatana i grzech, to my jesteśmy po stronie zwycięzcy i nic nam stać się nie może. jeśli poważnie traktujemy naszą wiarę i Osobę Jezusa to już jesteśmy zwycięzcami i zupełnie nie wiem, dlaczego dotykają nas jakieś uwagi i komentarze ludzi, którzy są po stronie przegranych czyli szyderców. Zło przecież jest brakiem Boga, czyli można rzec metaforycznie, jest jękiem złego ducha, a ze złym duchem się nie dyskutuje tylko się go odrzuca jak Jezus podczas kuszenia na pustyni, co miało miejsce bezpośrednio po chrzcie przed rozpoczęciem publicznej działalności.
Wiec jesteśmy zwycięzcami, bo należymy do Jezusa. Należymy do Niego przez chrzest i sakramenty. Dlatego On będąc człowiekiem chociaż z rodu żydowskiego również musiał poddać się temu nowemu rytowi, który jest namaszczeniem Ducha Świętego i nas jako dzieci namaścił na dzieci Boże. Dziś ciągle są ludzie, którzy świadomie rezygnują z ochrzczenia dzieci wykazując się brakiem podstawowej wiedzy historycznej i cywilizacyjnej. Kto za to odpowie? Nie można krzywdzić przecież swoich dzieci. Ale nie można ich rodziców zmuszać, można ich tylko zachęcać. Może się kiedyś obudzą i miejmy nadzieję, że tak będzie. Kiedy człowiek oddala się od swego Boga, ignoruje przykazania i sakramenty oddala się od szczęścia – pisał w 2012 roku papież Benedykt XVI swoim orędziu. – co więcej, jak podkreśla dalej papież odrzucenie Boga i jego przykazań może doprowadzić do śmierci i upadku człowieka, a nawet narodu. A papież Benedykt XVI, który był przecież Niemcem i naocznie widział skutki nazizmu w swoim kraju, wiedział co mówi. Bóg bowiem daje nam przykazania, aby nas chronić – jak dobry ojciec, którym powoduje miłość. Dorosły człowiek nie możemy ciągle zachowywać się jak uparty przedszkolak, dlatego powinien kierować się przykazaniami Bożymi i sakramentami, a nie z uporem małego krnąbrnego dziecka je odrzucać.
Chrzest Jezusa w sztuce to scena bardzo niezwykła, ale nie jest ją łatwo oddać, bo nie jest tak widowiskowa jak chociażby pokłon mędrców.
Są jednak wspaniałe dzieła, które chciałabym zaprezentować. przynajmniej kilka może nie najbardziej znanych ale moich ulubionych artystów.
Jednak chrzest Chrystusa trzeba zacząć od początku, czyli od Jana. W londyńskiej National Gallery jest jeden z najpiękniejszych obrazów dziecięcych jak ja to nazywam, czyli mały Jan Chrzciciel z barankiem pędzla Bartolomeo Murilla, Hiszpana, którego nie jeden raz wspominałam, a który nie tylko pochodził z wielodzietnej rodziny ale miał kilkoro dzieci, które były jego pełnymi wdzięku modelami. I od Jana zaczynam, bo nie było większego narodzonego z niewiasty jak to już podkreślił sam Jezus, co wiemy z Ewangelii.
Baptism of Christ (1585) by Annibale Carracci, The Baptism in the church of Santi Gregorio e Siro in Bologna
W roku dwutysięcznym, roku jubileuszu chrześcijaństwa w jednym z wywiadów kardynał Josef Ratzinger stwierdził, ze głównym czynnikiem, który sprawia, że człowiek odchodzi od Boga jest szybko rozwijająca się technologia i przekaz, który narzuca mu swoje zasady. Im więcej będzie Boga w przekazie medialnym, tym więcej będzie Go w naszym świecie i w ludziach. I odwrotnie im więcej będzie Boga w ludziach, którzy ten przekaz tworzą i kształtują tym więcej Go będzie w przestrzeni naszego życia.
Annibale Carracci i wersja x 1603 roku z Kunsthaus Zürich
Kościół przez wieki miał monopol na środki przekazu i jedynym miejscem była ambona. Kiedy wynaleziono druk, książki zaczęły wnosić nowy obraz społeczeństwa a szczytem był rozwój techniki w XIX wieku, kiedy okazało się, że człowiek wiele może i potrafi. I chociaż byli wielcy naukowcy jak chociażby Ludwik Pasteur, który był bardzo wierzący i podkreślał, że ma wiarę bretońskiego wieśniaka, to byli też ateiści i ci, którzy Boga odrzucili jak Marks czy Engels. XX wiek poszedł dalej i chciał całkowicie wyeliminować Boga co widzieliśmy w Rosji kiedy Lenin zrobił totalna demolkę dotychczasowego świata. Poszli za nim ludzie, bo chcieli lepszego świata. Poszli biedni i głodni, bo chcieli chleba. I to nie suchego, ale z masłem. I myśleli, że Lenin ich nakarmi. Ale to była krótka piłka. Nie ma nikogo na świecie kto potrafi na dłuższą metę nakarmić głodnych. Takie cuda działa tylko Chrystus.
CARRACCI, Annibale The Baptism of Christ 1584 Oil on canvas San Gregorio, Bologna
Jak widzimy namalował w swoim życiu kilka wersji, ale nie on jedyny, bo Pietro Perugino namalował sześć, a przynajmniej tyle dotrwało do naszych czasów, El Greco przynajmniej trzy, że nie wspomnę o wielu innych, którzy malowali tę scenę kilkakrotnie, niby tak samo, a zawsze inaczej i to nie tylko ze względu na okres życia ale na doświadczenia, bo wzbogacali ją o swoje doświadczenia.
Ale jest też w londyńskiej Galerii niezwykły obraz mało znanego artysty, a raczej zupełnie mi nieznanego czyli nawiedzenie oraz chrzest. Nie wiem kim był ten artysta, ale wykazał się niezwykłą wyobraźnią. Z prawej strony widzimy Maryję, która jak wiemy przybyła do Elżbiety, tej która została matką Jana a po prawej scenę chrztu Chrystusa w Jordanie. Te dwie kobiety najważniejsze matki świata wskazują i opowiadają sobie niejako albo widza tę scenę chrztu jakby w przyszłości, intuicyjnie. Czy tak było nie wiemy, ale fantazja malarza jest niezwykła. https://www.nationalgallery.org.uk/paintings/francesco-zaganelli-the-visitation-with-the-baptism-of-christ
Guido Reni, 1623 Kunsthistorisches Museum, Vienna, Austria
Henryk Siemiradzki, 1876Józef Buchbinder, Chrzest JezusaRubens
Bardzo niecodzienny obraz chrztu Chrystusa namalował mało znany w Polsce malarz manierystyczny, który wpisuje się również we współczesną manierę. Na pierwszym planie bowiem widzimy ludzi, którzy świetnie się bawią, są skąpo odziani albo prawie nadzy i patrzą gdzieś hen, przed siebie, gdzie w tle widzimy scenę Chrztu Chrystusa w Jordanie. Ludzie są tak zajęci sobą, że ta scena jest dla nich drugorzędna, drugoplanowa. Wiemy, że manieryzm to okres w sztuce baroku przypadający na czas po reformacji, kiedy wydawało się, że nic już nie jest takie jak dawniej. Ale dzisiejszy manieryzm nie sprawie tego samego wrażenia? Chociaż można to zinterpretować bardziej optymistycznie – może właśnie ci ludzie, którzy tak świetnie się bawią, dostrzegli, że w dłuższej perspektywie ich przyszłość jest tylko w Chrystusie. I zostaje przy tej opcji interpretacyjnej, bo i tak nie dowiem się jak to widział artysta.
Pokłon Mędrców to niezwykły motyw. Wiele nas może nauczyć. Czy umiemy tak jak owi nieznani z imienia Mędrcy upaść przed nowonarodzonym Królem i oddać Mu pokłon? Co więcej, przynieść Mu dary?
Te obrazy oprócz niezwykłego piękna mają wymiar pedagogiczny i uczą jak człowiek powinien zachować się wobec swego Pana i Władcy.
Wszystkie narody będą Mu służyły – śpiewamy dzisiaj w pięknej antyfonie. Wszystkie. Bo to Pan wszystkich narodów. mędrcy przecież byli poganami. Bóg wyzwala każdego i każdego ocala. Każdego, kto tego tylko chce. Ale ci, którzy to rozumieją powinni o tym głośno mówić, bo nie jest światło by pod korcem stało przecież.
Piękno dzisiejszej liturgii i celebry na nowo daje nam do zrozumienia i kładzie nam przed oczy jakim darem zostaliśmy obdarzeni. Poganie nawet są współuczestnikami przez Ewangelię, to gdzie w takim razie jesteśmy my chrześcijanie. Sam smak tego świata. Sama jego esencja. Drodzy Państwo, czas się obudzić. Przecież już za dwa miesiące będzie przedwiośnie, a za dwa i pół wiosna.
Zapraszam zatem do galerii mistrzów zafascynowanych mądrością i mędrcami, którzy składają hołd Królowi Wszechświata i padają przed nim na twarz.
Wspaniały obraz Mantegny, znajdujący się w kolekcji Getty’ego, oparty jest na jednej z najbardziej ukochanych historii chrześcijaństwa. Obraz jest jednak czymś więcej niż obrazem z kartki świątecznej. Dawson Carr bada życie i środowisko Mantegny w XV-wiecznej Padwie i przedstawia fascynujące bliższe spojrzenie na sam obraz, biorąc pod uwagę nowatorskie potraktowanie tematu przez Mantegnę, stosunek narracji do widza oraz problemy związane z konserwacją jego pięknego, ale kruchego medium temperowego – fascynujący tekst wprowadzający nas w tajemnice świata sztuki sakralnej.
Pinacoteca di Brera prezentuje nam niezwykły obraz Palmy il Vecchio Adoracja Mędrców ze Świętą Heleną. W pinakotece jest jeszcze dziesięć innych obrazów Pokłonu i adoracji mędrców, w tym wspaniały Lodovico Carracci, który założył szkołę malarstwa Accademia degli Incamminati czyli szkołę tych, którzy idą naprzód.
Myliłby się ten, kto myśli, że to wszystkie obrazy. To zaledwie mała cząstka, którą chciałam się podzielić ze wszystkimi zafascynowanymi pięknem mądrości i pięknem mędrców, którzy padają na kolana przed Panem. A czasem padają nawet na twarz.
Szymon Czechowicz, Pokłon Trzech Króli, XVIII wiek, Lwowska Galeria Sztuki, cześć obrazów z galerii obecnie jest w Poznaniu, gdzie pzrewieziono najcenniejsze zabytki z powodu wojny
Nie wiem ile jest wszystkich obrazów, bo to chyba zadanie niewykonalne – w samym Prado jest dwadzieścia, w Uffizi dziesięć, w Londynie co najmniej dwadzieścia. A gdzie reszta? Luwr, Rzym, Nowy Jork, i inne kraje Europy nie licząc Polski, gdzie obrazy są szczególnie w kościołach i w ołtarzach. Coś wspaniałego. To zjawisko tak niezwykle, że dopiero widząc ilość, zdajemy sobie sprawę jaka była jakość wiary naszych przodków. Była sensem życia i sensem bycia na tym świecie. I to jest dla nas kolejna nauka z dzisiejszego wspaniałego święta mędrców i mądrości. Kupić by Cię mądrości za wszystkie pieniądze… pisał przed laty Jan z Czarnolasu. A my nic nie musimy kupować .mamy mądrość na wyciagnięcie ręki. Nic tylko upaść na kolana i podziwiać. Dziękować, uwielbiać i adorować. I zachwycać się.
Jak oni przez te wszystkie wieki na tysiącach obrazów i w rzeczywistości, bo to jest przecież zapis rzeczywistości, która była. I która jest.
Wit Stwosz, Ołtarz Mariacki, głowa Maryi 1477-89 Bazylika Mariacka, Kraków
I to nie tylko na dawnych obrazkach wspaniałych mistrzów. Widziałam w ostatni dzień roku, kiedy weszłam do Sanktissimum, lezącego przed panem Mędrca. Są jeszcze tacy i to nawet w Krakowie. Ale aby ich zobaczyć najwyraźniej trzeba wejść z drżeniem do katedry na Wawelu i tam upaść przed Panem. Byłam tak zaskoczona, że nie śmiałam wejść, bo widziałam bardzo intymną scenę.
Nie pierwszy to raz. Pamiętam kiedy byłam tam podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku, kilku młodych zakonników o ciemnej skórze upadło na twarz przed Panem. Myślę, że wszyscy musimy się jeszcze wiele nauczyć. Może zacznijmy dzisiaj i zróbmy to co zrobili Mędrcy. Uklęknijmy przed Panem. Nigdy człowiek nie jest tak wielki jak wtedy kiedy klęczy przed swoim Bogiem. Czy wiesz czyje to słowa? Właśnie. Mogą być dzisiaj Twoje. Ale musisz chcieć! Zapraszam. Niekoniecznie do Katedry, bo jest zamykana o 17:30 w okresie zimowym jeśli nie ma specjalnych uroczystości, ale inne świątynie są otwarte do 22:00 i dłużej – kościółek św. Wojciecha na Rynku, gdzie ostatnia Eucharystia rozpoczyna się o 21:37. Jest piękna. Zapraszam chętnych a niechętnym mówię, żeby zrobili to, co proponuje Jezus, kiedy Go pytają: Nauczycielu gdzie mieszkasz? A On odpowiada Chodźcie i zobaczcie! No, to pójdźmy i zobaczmy! Jest tam pięknie. Bóg mieszka w pięknie i w pięknych miejscach, bo jest samym pięknem, ale jak wiemy można Go spotkać również na nędznej ulicy. Taki jest. Nieogarniony. I ciągle nas może zaskoczyć. A my w swym zaskoczeniu upadamy jak mędrcy w niemym i niekończącym się zachwycie.
Głód Boga to tytuł kolejnej książki Josefa Ratzingera, na którą składają się teksty Benedykta XVI, zmarłego papieża seniora, którego dzisiaj pożegnał świat, a który odszedł już na dobre do domu naszego Ojca w niebie, bo myślę, że przez ostatnie lata był tam już jedną nogą.
Głód Boga to jego kazania z czasów kiedy był jeszcze zwyczajnym księdzem. Teksty są piękne, a znawcy uważają, że są już wtedy pełne żarliwej wiary, pełne pewności, że tylko w Bogu jest nadzieją dla człowieka, pewność, że tylko Bóg może człowieka całkowicie uzdrowić i uleczyć i obdarzyć pokojem.
I mówił to człowiek, który znał historię, który przeżył nazizm i doskonale wiedział czym jest, bo jego rodzina była szykanowana. Wiedział co mówi, bo na własnej skórze przeżył wojnę, podobnie jak wcześniej Jan Paweł II Wielki. Widział też skutki komunizmu w Europie, bo chociaż urodził się na terenie Niemiec, które po wojnie były podzielone, doskonale to widział i najlepiej widział to w Watykanie zwłaszcza kiedy pojawił się tam papież z Polski.
O czym jest jego książka? Człowiek pragnie czegoś większego. Odczuwa głód wielkiej miłości, nieskończonego ukojenia, głód Boga. Jeśli nie zostanie on zaspokojony, człowiek na dłuższą metę nie może żyć, bo nie znajduje odpowiedzi na to, co najbardziej istotne.
Nieznane oblicze Benedykta XVI Joseph Ratzinger już jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary przez wiele lat głosił kazania dla parafian w Pentling, niewielkiej miejscowości w jego rodzinnej Bawarii. Możemy w nich odnaleźć wszystkie najważniejsze tematy teologii przyszłego papieża osadzone w konkrecie życia codziennego. Widzimy księdza Ratzingera, który w niemal intymnej atmosferze mówi o tym, czym są wolność, kościelna wspólnota i jak zaspokajać w sobie głód Boga.
Bo tam, gdzie wyklucza się Boga, nic nie jest wielkie. Człowiek staje się wygnańcem, którego nic nie może zadowolić, dla którego nic już nie jest piękne.
Dlatego wie, czym jest głód Boga. Głód Boga czuje każdy, ale jeśli nie zaspokoi go prawdziwym Bogiem, może pójść za fałszywym bożkiem jak było to w Niemczech. I to jest zawsze niebezpieczeństwo. Dlatego wszyscy kiedy czujemy głód Boga mamy iść do Niego. On jest chlebem, który syci. Nie tylko na ziemi i na naszej drodze ziemskiej ale na wieczność. To jest żywy Chrystus, który nas karmi swą mocą i swoją wielkością.
Bóg ma miejsce dla każdego, takiego, jakim jest, wraz z tym, co zdziałał, co wytworzył i co pokochał. To wszystko należy do całości, do wielkiej symfonii stworzenia, do żywej pełni, w której On, Bóg żywy, chce być i będzie wszystkim we wszystkich
Kościół może powstać tylko wtedy, gdy Bóg nas dotyka, gdy odsłania przed nami swoje serce, gdy objawi nam swoją wolę i daje nam życie. Wówczas rodzi się Kościół, który staje się miejscem naszego prawdziwego życia. Wtedy Kościół wyzwala nas i prowadzi nas nawzajem do siebie, broni nas przed złem i uzdalnia do czynienia dobra w świecie.
***
Jezus Chrystus jest tak popularny jak zawsze. Filmy, książki i artykuły prasowe zadają pytanie: Kim był Jezus Chrystus? Nawet poza chrześcijaństwem nadal przemawia do ludzi. A jednak dla tak wielu popularny Jezus nie jest Jezusem chrześcijaństwa. Popularny Jezus nie stawia ludziom żadnych wymagań i nigdy nie rzuca im wyzwań. Akceptuje wszystkich i wszystko w każdych okolicznościach. W drodze do Jezusa Chrystusa to seria medytacji, które papież Benedykt XVI napisał, gdy był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Prawdziwy Jezus – pisze – to Jezus z Ewangelii, który jest zupełnie inny – wymagający, śmiały. Jezus, który sprawia, że wszystko jest w porządku dla wszystkich, jest zjawą, snem, a nie realną postacią. Jezus z Ewangelii z pewnością nie jest dla nas wygodny, ale właśnie w ten sposób odpowiada na najgłębsze pytanie naszej egzystencji, które – czy tego chcemy, czy nie – każe nam szukać Boga, nieograniczonej mocy, wielkości i miłości oraz nieskończoności. Musimy ponownie wyruszyć w drogę do tego prawdziwego Jezusa.
Ta książka przekazuje również, że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem, przedstawia też odpowiedzialność Kościoła za ewangelizację. Kończy się rozważaniami na temat obecności Jezusa w Najświętszej Eucharystii oraz przedstawieniem przez Katechizm Kościoła Katolickiego tajemnicy chrześcijańskiej widzianej przez pryzmat dynamicznego spojrzenia na Pismo Święte. W drodze do Jezusa Chrystusa jest dla każdego – wierzącego lub niewierzącego – kto chce lepiej zrozumieć prawdziwego Jezusa, Jezusa z Ewangelii, Chrystusa chrześcijaństwa. Kardynał Joseph Ratzinger czyli papież Benedykt XVI, napisał zwięzłe, ale przekonujące zaproszenie do poznania Jezusa Chrystusa takim, jakim naprawdę jest: odważnym, wymagającym, miłosiernym, silnym i będącym odpowiedzią na nasze najgłębsze pragnienia. To obowiązkowa lektura dla każdego każdego, kto poważnie myśli o pogłębieniu swojej wiary – pisze Charles J. Chaput, OFM Cap., Arcybiskup Denver
Powiedzieć tak Chrystusowi. On zawsze mówi do nas tak. Ale czeka na nasze tak. Ważne, żeby Kościół nie był nasz, tylko Chrystusowy. Tylko Jego Kościół, którego nie stworzyliśmy my sami, który pochodzi od Niego i który przerasta nasze pomysły, może przetrwać. Potrzeba nam pokory i wiary, aby się na Niego otworzyć– te słowa dźwięczały mi dzisiaj w uszach podczas jego pogrzebu. To był Kościół Chrystusowy, bo przecież to nie był Kościół Benedykta XVI, który już odszedł do Pana. Dobrze, że zostały po nim wspaniałe teksty, które możemy teraz odkrywać. Z pokorą i wiarą, której będzie nas uczył. Ciągle na nowo.
Zdjęcie jest znakomite – Chrystus jest zawsze pierwszy, nie można swoją osobą przesłaniać Chrystusa, nawet jak się tylko o Nim opowiada, co dopiero zaś jak się Nim żyje.
Głównym tematem całej twórczości Josepha Ratzingera jest fakt, że rzeczywista obecność Jezusa w Eucharystii jest źródłem życia, jedności i płodności Kościoła. Temat ten został głęboko przeniesiony w jego pontyfikat, jak to już widać dzisiaj bardzo wyraźnie, bo mamy wrażenie, że zmarły papież wzywa nas, wszystkich wiernych do wiary, żebyśmy przyjmując Chrystusa w Komunii Świętej, zostali na nowo wciągnięci nie tylko w samo życie Boga, ale we wspólnotę, którą jest Ciało Chrystusa czyli Kościół.
Eucharystyczna wizja papieża Benedykta XVI: klucz do zrozumienia jego życia i teologii
Współczesny człowiek rozdarty między pocieszeniem a przygnębieniem może uciec swym sercem do serca Hostii. Sercem Hostii jest Jezus. W poetyckich, ale nie mniej intensywnych słowach Joseph Ratzinger, ówczesny kardynał, rozumiał Eucharystię jako „mistyczne serce chrześcijaństwa, w którym Bóg w tajemniczy sposób wychodzi raz po raz z samego siebie i przyciąga nas w swoje objęcia”. ”. „Eucharystia”, napisał w Pilgrim Fellowship of Faith – po raz pierwszy opublikowana w języku niemieckim w 2002 roku-, jest wypełnieniem obietnicy złożonej przez Jezusa: Ja, gdy zostanę wywyższony z ziemi, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12,32).
Powinniśmy starać się odkryć nowy szacunek dla tajemnicy eucharystycznej. Dzieje się coś, co przerasta wszystko, co możemy zrobić. Liturgia jest szczytem, ku któremu zmierza działalność Kościoła; jest źródłem, z którego wszystek prąd płynie”. To głębokie stwierdzenie o Eucharystii znajduje się w centrum nauczania kardynała Ratzingera. W przekonujący sposób ukazuje nam biblijny, historyczny i teologiczny wymiar Eucharystii. Kardynał wyciąga daleko idące wnioski, skupiając się na znaczeniu osobistego nabożeństwa i uwielbienia dla Najświętszego Sakramentu, do osobistego przyjmowania Komunii przez poszczególnych chrześcijan, jak również do życia Kościoła. Dla Ratzingera, obecnie Benedykta XVI, przemiana świata na płaszczyźnie społecznej wyrasta z celebracji Eucharystii. Pięknie ilustruje, jak wszechmocny Bóg zbliża się do nas w Najświętszej Eucharystii, Sercu Życia.
Być może nigdzie mistycyzm eucharystyczny papieża Benedykta nie jest przedstawiony tak w pełni, jak w jego adhortacji apostolskiej „Sakrament miłości” (2007). Został on napisany, aby podsumować i szerzej rozpowszechnić owoce spotkania Synodu Biskupów poświęconego Eucharystii. Już pierwsze zdanie brzmi: „Sakrament miłości, Najświętsza Eucharystia jest darem, który Jezus Chrystus czyni z siebie, objawiając nam w ten sposób nieskończoną miłość Boga do każdego mężczyzny i każdej kobiety”. Oczywiście to ewangeliczne opowiadanie o życiu, śmierci i nowym życiu Jezusa żywo ukazuje wysokość i szerokość, długość i głębokość miłości Jezusa. Medytacja nad ewangeliczną historią poprzedziła dla Ratzingera, podobnie jak dla św. Ignacego Loyoli, kontemplację miłości Boga, która jest punktem kulminacyjnym Ćwiczeń Duchownych. Medytacyjna Liturgia Słowa przygotowuje stół do bardziej kontemplacyjnej Liturgii Eucharystii. Pismo Święte i sakrament, opowieść i wieczerza wzajemnie się oświecają
Sam Jezus to „serce Hostii”. Serce przemawia do serca, jak wykrzyknął kiedyś John Henry Newman. Newman, który również głęboko wpłynął na papieża Benedykta, a którego miał radość beatyfikować podczas swojej wizyty apostolskiej w Anglii w 2010 roku. Podobnie jak Newman, Benedykt umieścił rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii w samym centrum katolickiej wiary i pobożności.
Joseph Ratzinger przez całą swoją długą posługę kościelną i akademicką nigdy nie dzielił się między teologią a duchowością, między myślą chrześcijańską a pobożnością. Pod tym względem był najwyraźniej pilnym i wdzięcznym uczniem św. Augustyna: pasterza, biskupa, przewodnika duchowego. Homilie papieża Benedykta, podobnie jak Augustyna, są bogate teologicznie, a jego dzieła teologiczne duchowo pożywne. Czy to homilie, katechezy czy traktaty, wszystkie świadczą o głębokiej wrażliwości duchowej i teologicznej. Będą nadal czytane i przyswajane czy wręcz przywłaszczane przez pokolenia – pisze amerykański jezuita Robert P. Imbelli w America Jesuit 31 grudnia 2022 roku, którego fragmenty tekstu zacytowałam.
Kalendarz dzisiejszy przypomina nam najświętsze imię. Imię Jezus. I chociaż powinniśmy Jego imię pamiętać każdego dnia, Nim żyć, a jak proponują benedyktyni tynieccy oddychać tym najświętszym Imieniem to jest to szczególny dzień na progu nowego roku aby również przypomnieć obraz Jezus w sztuce. Dziś w sztuce słowa. A najlepszym współczesnym koneserem słowa o Jezusie był i jest papież Benedykt, którego właśnie żegnają katolicy z całego świata, którzy zjechali do Rzymu ale łącza się również duchowo z wiecznym miastem i stolicą naszego świata oraz modlą się wspólnie dziękując Bogu za dar Jego pontyfikatu i posługi.
Pytanie o pochodzenie Jezusa jako pytanie o Jego istotę i posłannictwo. W trakcie przesłuchiwania Jezusa Piłat nieoczekiwanie stawia oskarżonemu pytanie: „Skąd ty jesteś?”. Nawoływaniu do skazania Jezusa na śmierć oskarżyciele nadali dramatyczny charakter, oświadczając, że ów Jezus czynił siebie Synem Bożym – było to przestępstwo, za które Prawo przewidywało karę śmierci. Oświecony sędzia rzymski, który już wcześniej wyraził swój sceptycyzm w związku z pytaniem o prawdę (zob. J 18, 38), mógł te roszczenia oskarżonego uznać za śmieszne. Jednak przestraszył się. Nieco wcześniej oskarżony oświadczył, że jest królem, dodając jednak, że Jego królestwo „nie jest z tego świata” (J 18, 36). Następnie uczynił aluzję do tajemniczego „skąd” i „po co”, mówiąc: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18, 37).
Pochodzenie Jezusa jest jednocześnie znane i nieznane, z pozoru łatwe do wyjaśnienia, nie można go jednak wyjaśnić w sposób wyczerpujący. W Cezarei Filipowej Jezus zapyta swych uczniów: „Za kogo uważają Mnie ludzie? […] A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mk 8, 27 nn). Kim jest Jezus? Skąd pochodzi? Obydwa pytania ściśle łączą się ze sobą. Celem czterech Ewangelii jest danie odpowiedzi na te pytania. Zostały napisane właśnie po to, by dać na to odpowiedź.
Znaczenie genealogii nie zostaje przekreślone: Józef jest prawnym ojcem Jezusa. Przez niego należy On zgodnie z Prawem, „legalnie”, do rodu Dawida. A jednak pochodzi skądinąd, „z wysoka” – od samego Boga. W sposób bardzo konkretny stajemy wobec tajemnicy tego „skąd”, wobec podwójnego pochodzenia: Jego pochodzenie można określić, a mimo to jest tajemnicą. Jego „Ojcem” jest w sensie ścisłym tylko Bóg. Genealogia mężczyzn ma znaczenie dla historii świata. Mimo to Maryja, pokorna Dziewica z Nazaretu, jest w końcu tą, w której dokonuje się nowy początek, zaczyna się nowe człowieczeństwo.
Jezus z Nazaretu: od przemienienia poprzez śmierć i zmartwychwstanie” autor wzywa zarówno wierzących, jak i niewierzących aby podjęli decyzji, i zobaczyli oraz zrozumeli kim jest Jezus z Nazaretu i co dla nich znaczy.
Wczoraj przeczytałam, że fakt, iż został papieżem zawdzięczamy Janowi Pawłowi II Wielkiemu, bo nie pozwolił mu 20 lat temu odejść na emeryturę, kiedy Josef Ratzinger chciał pisać książki i żyć sobie spokojnie. Ale Jan Paweł II powiedział mu, że jest potrzebny do końca. Teraz rozumiemy wreszcie słowa Jana Pawła II Wielkiego co to znaczy do końca.
Benedykt, jak pięknie to podkreślił wczoraj kardynał Konrad Krajewski był płucami kościoła. Na zapleczu bazyliki, w ogrodach watykańskich modlił się za kościół i robił to z godna podziwu konsekwencją, bardzo precyzyjnie i systematycznie każdego dnia w ogrodach watykańskich o tej samej porze, o czym zaświadcza kardynał Konrad, bo często go spotykał kiedy biegał po południu, bo jak sam powiedział w ogrodach uprawia jogging, a papież jest Niemcem i jest bardzo dokładny. I tą jego dokładność widzi dziś cały świat. Dokładnie wiedział jaką idzie drogą.
O tej jego precyzji i dokładności świadczą jego teksty, które zostawił i najpiękniejszy z nich czyli Jezus z Nazaretu. Wspaniała trylogia o życiu Jezusa na ziemi. podzielona na trzy części, omawiająca Jego życie najpierw to ukryte, potem od chrztu do Przemienienia na górze Tabor i wreszcie od wjazdu do Jerozolimy aż do Zmartwychwstania. To nie jest kolejne teologiczne dzieło. To zapis drogi przebytej z Jezusem. Zapis drogi, która przeszedł z Jezusem autor. Zapis jego przyjaźni i miłości do Jezusa. Wspaniały zapis. Bardzo osobisty ale zarazem bardzo erudycyjny. To jest najlepszy testament jaki zostawił. A kropkę postawił wypowiadając ostatnie słowa na ziemi: Jezu, kocham Cię. Ostatnia katecheza dla świata. Co jest najważniejsze? Kochać Jezusa. Tak niewiele właściwie wiedzieliśmy o Nim. Skromny, spokojny, jak sam o sobie mówił – prosty robotnik winnicy pańskiej, nie lubił medialnego szumu. Zamknął się przed nim świadomie za murami aby być całkowicie dla Chrystusa, którego nade wszystko ukochał.
Zmarły papież Benedykt XVI napisał przepiękną trylogię o Jezusie, obecnie jest niedostępna na rynku wydawniczym w Polsce, bo kilka kolejnych nakładów wyczerpanych, a to co było jeszcze w paru hurtowniach w ostatnich dniach zniknęło. Ale ufam, że wydawnictwo wznowi nakład, bo to żaden problem przecież, jeśli mają gotowy tekst na kalkach, to tylko kwestia wydruku. Zapotrzebowanie na opowieść o Jezusie jest wyjątkowe i to tak wielkie jak nigdy do tej pory, dlatego zapraszam wydawców do szybkiego działania, aby nie przespać poranka.
Benedykt pisał swoje dzieło wiele lat. Rozpoczął jeszcze gdy był kardynałem i dokończył jako papież. Co więcej- pisał niejako od końca, bo pierwszy tom ukazał się jako trzeci. Kiedy czytałam Fultona Sheena i jego Życie Jezusa wydawało mi się, że nie ma piękniejszej książki o Jezusie – oprócz Ewangelii oczywiście – ale Benedykt XVI to jest dopiero cud prozy współczesnej. Prozy pełnej poezji, choć bardzo konkretnej, jasnej, przejrzystej, gdzie każde słowo ma sens, każde słowo jest prawdą. Każde słowo jest faktem. I każde słowo jest słowem świadectwa człowieka, który tą prawdą żył od dziecka i nieomal nią oddycha. Oddycha najświętszym Imieniem Jezus. Tak można określić jego dzieło, że wyrosło z oddechu Jezusem. Dla autora, kardynała Josefa Ratzingera a potem papieża Benedykta Jezus jest jak tlen. Tlen potrzebny nam jest na okrągło 24 godziny na dobę. Kiedy brak nam tlenu – a wiedzą to te osoby, które przeżyły covid, że dusimy się kiedy saturacja spada. I podobnie jest z Chrystusem. Jeżeli nie jest naszym tlenem, dusimy się, gaśniemy i powoli umieramy, chociaż wydaje nam się, że żyjemy. Ale cóż to za życie. Żyje sama powłoka cielesna, ale umiera duch.
Papież Benedykt, który miał 95 lat i był już bardzo słaby fizycznie miał potężnego ducha w sobie, bo całe życie, od dziecka karmił się Jezusem – Jego ciałem i krwią oraz Jego łaską. I jeszcze dzień przed śmiercią współkoncelebrował mszę świętą. Tak, to jest świadek Chrystusa. Świadek wielkiej miłości do Niego. Wczoraj słyszałam wypowiedz jego sekretarza Georga Gaensweina, który wspominał, że miał być sekretarzem kardynała Ratzingera w kongregacji nauki i wiary tylko kilka miesięcy, miał zupełnie inne plany. Ale zafascynował go ten człowiek i został również przy Benedykcie, tak jak został również przy nim, kiedy abdykował. To było niezwykłe obserwować go, kiedy coraz słabszy fizycznie stawał się coraz mocniejszy duchowo. Im bardziej atakowany tym bardziej spokojny i milczący. I to była niezwykła lekcja dla nich wszystkich, którzy byli przy papieżu od końca. Wielka pokora. I wielka wiara, że te wszystkie pomówienia i insynuacje nie są prawda. Cierpiał w milczeniu. Za kościół i dla dobra kościoła. Nie wchodził w dyskusje i nie chciał tego, bo ze złem się nie dyskutuje. W końcu zło jako takie nie istnieje – jest tylko pustka. Pustka bez Boga. Jak zatem dyskutować z pustką? Nie da się. I Benedykt nie tylko nie dyskutował ale nawet nie próbował.
Ewangelista Jan, u którego raz po raz można dosłyszeć pytanie o pochodzenie Jezusa, nie poprzedził swej Ewangelii genealogią, jednak w jej prologu dał wyraźną, wspaniałą odpowiedź na pytanie „skąd”. Tę odpowiedź na pytanie o pochodzenie Jezusa podniósł jednocześnie do rangi definicji chrześcijańskiej egzystencji; opierając się na „pochodzeniu”, Jezus określił tożsamość swoich. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo […]. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 1–14) (dosłownie: i uczyniło sobie namiot wśród nas – tłum.). Człowiek Jezus jest namiotem Słowa, wiecznego Boskiego Logosu na tym świecie. „Ciało” Jezusa, Jego ludzka egzystencja, jest „namiotem” Słowa: to oczywista aluzja do świętego namiotu wędrującego Izraela. Jezus jest jakby Namiotem Spotkania – jest rzeczywiście tym, czego namiot, a później Świątynia, mogły być tylko znakiem. Pochodzenie Jezusa, Jego „skąd”, stanowi sam „początek” – praźródło, z którego wszystko pochodzi, i „światło”, które świat czyni kosmosem. On pochodzi od Boga. On jest Bogiem. Ten przybyły do nas Początek inauguruje – jako Początek – nowy sposób bycia istotą ludzką. „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1, 12 n).
Autentyczny tekst Ewangelii mówi tu bardzo jasno o tych, którzy wierzą w imię Chrystusa i dlatego otrzymują nowe pochodzenie. Powiązanie z wyznaniem wiary w narodzenie Jezusa z Dziewicy Maryi jest jednak niezaprzeczalne: kto wierzy w Jezusa, ten przez wiarę wchodzi w osobiste i nowe pochodzenie Jezusa, otrzymuje to pochodzenie jako swoje własne. Sami z siebie wszyscy ci wierzący są najpierw „zrodzeni z krwi i z woli męża”. Wiara daje im jednak nowe narodzenie: zostają włączeni w pochodzenie Jezusa, które staje się teraz ich własnym pochodzeniem. Za sprawą Chrystusa, przez wiarę w Niego, są teraz zrodzonymi z Boga.
Nasz rzeczywisty rodowód stanowi wiara w Jezusa, który daje nam nowe pochodzenie, rodzi nas „z Boga”.
Najświętsze Imię Jezus. Jezus w sztuce. Cała sztuka cywilizowanej Europy to sztuka oparta na Osobie Jezusa. Od Niego przecież wszystko się zaczęło. Gdyby nie On nie byłoby nic. Nie byłoby naszego świata, naszej rzeczywistości. Wspaniałej kultury, sztuki, cywilizacji, wielkich osiągnieć naukowych, kulturalnych, literackich. Po prostu bez Boga byłaby pustka, jedna wielka czarna dziura jak chcą niektórzy.
Koniec świątyni. O co chodzi w zburzeniu świątyni? Autor tłumaczy, że Jezus jest świątynią. On jest prawdziwą świątynią i nie jest już potrzebna świątynia taka, w której rozsiedli się kupcy i sprzedawcy. I dlatego chce ją oczyścić. Ale napotyka na sprzeciw jak wiemy. Bo On jest świątynią nowego przymierza. Przymierza ludzi z Bogiem.
W Europie pojawiło się parę wydawnictw o Jezusie w sztuce, ale to ciągle kropla w morzu wobec tego co można by przekazywać ludziom. I proszę mi nie mówić, że tego nikt nie kupi. Wszyscy są spragnieni piękna. Nawet ateiści. Bo człowiek ma w sercu i w duszy zakodowane Boże DNA i nie spocznie dopóki się z pięknem nie spotka bo tylko piękno, które jest z Boga może człowieka nasycić i nakarmić, gdyż człowiek, każdy człowiek jest głodny piękna, bo jest głodny Boga. I o tym też pisał Benedykt XVI. Zresztą, o czym on nie pisał. W końcu dwa metry bieżące jego wydanych książek to jest coś. Więc o głodzie Boga też w nich jest. I to całkiem sporo.
Jedna z największych księgarni internetowych w Polsce a nie wiem, czy nie największa, która ma w swej ofercie tysiące książek i praktycznie sprowadza wszystkie wydawnictwa z Europy i spoza Europy oferuje blisko sto tysięcy tytułów o Jezusie. Rzecz jasna trzeba wiedzieć co zamówić, bo oprócz książek papieża Benedykta o Jezusie w najważniejszych językach europejskich są tez tytuły mało mające wspólnego ze zdrową nauką Kościoła. Dlaczego to wspominam. Dzisiaj tym bardziej trzeba Europie i światu zdrowego przewodnika. Teksty papieża benedykta XVI są doskonałym przewodnikiem. Polecam wszystkim tekst Jezus z Nazaretu. Owszem liczy łącznie blisko tysiąc stron, ale to zapis drogi tego niezwykłego kapłana, profesora, wykładowcy, kardynała i papieża ale nade wszystko wielbiciela i przyjaciela Jezusa. To zapis drogi teologa, ale napisany bez teologicznego hermetyzmu językiem prostym i zrozumiałym chyba dla wszystkich.
To ilustrowane wydanie odważnej, doniosłej książki, napisanej przez papieża Benedykta XVI, jest pięknie ozdobione reprodukcjami klasycznych dzieł prawdziwego panteonu klasycznych malarzy – od Tiepolo po Chagalla. Rozpoczęta przed jego wyborem na papieża, książka zawiera po mistrzowsku przekonujące i przystępne eseje o życiu Jezusa, włączając w to jego chrzest, kuszenie na pustyni, Kazanie na Górze, Modlitwę Pańską, uczniów, przypowieści, główną obrazy Ewangelii Jana, wyznanie Piotra i Przemienienie Jezusa oraz dwa samoopisy Jezusa: „Syn Człowieczy” i „Syn”. Papież Benedykt XVI odpowiada na rewizjonistyczną literaturę historyczną, która czyni Jezusa człowiekiem swojego czasu i miejsca, oraz omawia najnowsze badania archeologiczne, historyczne, antropologiczne i socjologiczne. Równie wrażliwa, co erudycyjna i błyskotliwa, to wydanie jest bogato ilustrowane pięknymi reprodukcjami klasycznych przedstawień Jezusa autorstwa wybitnych artystów, w tym Caravaggia, Tintoretto, Veronese, Belliniego, Kandinsky’ego, Gauguina, Matisse’a i wielu innych.
Po tej lekturze nic już nie będzie takie samo, a Jezus zajaśnieje nam nowym blaskiem. Blaskiem zbawienia i blaskiem prawdy. Jedynej prawdy tego świata. Serdecznie zapraszam wszystkich do lektury. jeśli nie całości to chociaż fragmentów, aby posmakować stylu i głębokiej wiary. Wiary, czystej, zdrowej i pięknej jak gotycka katedra, która zawsze wskazuje na niebo i na Chrystusa swym blaskiem i kunsztem. I swoją niedościgłą prostota.
W Polsce Jezusa z Nazaretu jako pierwsze wydało wydawnictwo M z Krakowa w rok po wydaniu włoskim czyli w 2008, potem wydawnictwo Jedność a w końcu całość wydał krakowski ZNAK. Opera omnia czyli całość pism zmarłego papieża wydało Wydawnictwo KUL w Lublinie. Kilka tytułów wydał również krakowski Salwator
Nie chciałem pisać kolejnej książki chrystologicznej, których mamy pełno – pisze we wstępie autor. Bliższe mych intencji byłoby już przyrównanie do traktatu teologicznego o tajemnicach życia Jezusa, któremu klasyczną postać nadal Tomasz z Akwinu w swojej Summie teologicznej. Zapewne moja książka wykazuje niejedno pokrewieństwo z tym traktatem, jednak została ona napisana w zupełnie innym kontekście historyczno-duchowym i w konsekwencji posiada odmienne wewnętrzne ukierunkowanie wywierające istotny wpływ na strukturę tekstu.
.
Moim pragnieniem było ukazanie orędzia i postaci Jezusa – pisze autor o swej Trylogii. I tak jest. Przedstawia Jego niezwykłą i wspaniałą postać i orędzie. Postać pełną miłości i orędzie pełne miłości. Wszyscy musimy się jej uczyć i nauczyć.
«Tak, Jezus umarł, «zstąpił» w tajemniczą głębię, do której prowadzi nas śmierć. Maszerował w kierunku najbardziej skrajnej samotności, gdzie nikt nie może nam towarzyszyć. Rzeczywiście, «umarcie» oznacza przede wszystkim utratę komunikacji, samotność, w której miłość nie może już się rozwijać. W tym sensie Chrystus poszedł „do piekła”, którego istotą jest właśnie pozbawienie miłości, oddzielenie od Boga i od ludzi. Ale tam, gdzie przybywa, „piekło” przestaje być piekłem, ponieważ On sam jest życiem i miłością, ponieważ jest mostem, który jednoczy człowieka i Boga, a przez to także ludzi między sobą. Tak więc zejście jest jednocześnie przemianą: ostatnia samotność już nie istnieje. Bo On istnieje i zawsze Jest.
Chociaż o ucieczce Świętej Rodziny do Egiptu czytaliśmy i słyszeliśmy jeszcze w zeszłym roku, nic nie stoi na przeszkodzie aby zaprezentować obrazy Świętej Rodziny uciekającej do Egiptu, lub odpoczywającej w drodze do Egiptu w nowym roku, jaki nam sie rozpoczął. Obrazy namalowane przez artystów na przestrzeni wieków, więc siłą rzeczy mogę pokusić się co najwyżej o mały wybór bo jest ich tak wiele. Zapraszam zatem do obejrzenia tych kilkunastu obrazów.
AnnibaleCARRACCI The Flight into Egypt 1603 Galleria Doria Pamphilj, Rome
Ucieczka do Egiptu, jedno z dwóch największych płócien zamówionych u artysty przez bratanka papieża Klemensa VIII, ówczesnego sekretarza stanu, dla udkorowania jego prywatnej kaplicy, a który zamówił rok później u artysty słynny obraz Quo vadis, Domine? – obecnie w National Gallery w Londynie. Ucieczka do Egiptu znajdowała się prawdopodobnie na ścianie kaplicy przed ołtarzem, na prawo od wejścia prowadzącego do obecnej sali Aldobrandiniego. Jest bardzo prawdopodobne, że projekty wszystkich sześciu płócien wykonał Annibale Carracci, ale kiedy zachorował malowali jego uczniowie.
Spokojna sceneria, łagodnie falujące płaszczyzny ciągnące się aż po daleki horyzont, a nawet łódka – symbol życia – unosząca się na spokojnej rzece na pierwszym planie tworzą niezwykłą atmosferę opartą na efekcie powtórzenia. Ten motyw „już widzianego” i znanego, stały element włoskiego malarstwa pejzażowego, od Carracciego do Domenichino, od Violi do Grimaldiego i od Dugheta do van Bloemena, zawsze budzi przyjemne poczucie swojskości– pisali krytycy sztuki Annibale Carracciego.
Nawet w swoich mniejszych płótnach, które były malowane dla prywatnych kaplic lub kolekcjonerów, Barocci preferował delikatne obrazy, różowe kolory, miękkie światło i pejzaże. Nie oznaczało to jednak, że Barocci nie był jednocześnie malarzem wyrafinowanym. Rzeczywiście, w takim obrazie sposób, w jaki gesty i spojrzenia postaci łączą się ze sobą, pokazuje, że uważnie studiował swoje kompozycje.Dziewica czerpie wodę. Za nią Józef podaje Jezusowi gałązkę z wiśniami. Słomkowy kapelusz, piersiówka, torba na jedzenie tworzą atmosferę swojskości. Wiśnie są natomiast symbolem zapowiadającym mękę Chrystusa. Obraz ma kilka tytułów. Na stronie muzeum widzimy tytuł Madonna z wiśniami.
Jedna z kopii jest w Muzeum Królewskim Prado w Madrycie w Hiszpanii
Abraham pozostał katolikiem, chociaż w katolickim Utrechcie reformacja zrobiła ludziom wodę z mózgu. Jego styl ewoluował w kierunku spokojniejszego i delikatniejszego języka przekazu oraz troski o piękno figur, harmonię chromatyczną i świetlistość. Te cechy można znaleźć w obecnym obrazie, w którym postacie mają ujmujący, delikatny wygląd, przypominający sztukę włoskich malarzy, takich jak Correggio i Barocci, za którymi artysta podążał. Jego utalentowanym uczniem był Gerritt Van Honthorst.
Matka Boża z DzieciątkiemJózef trzyma nuty grającemu aniołkowi, ot, co znaczy fantazja artysty; Anioł gra motet ku czci Madonny Quam pulchra es…, skomponowany przez Noëla Bauldewijna do słów Pieśni nad pieśniami (7,7) z dialogiem Oblubienca i Oblubienicy (rozumianym na obrazie nie tak jak Józef i Maryja, ale jak Jezus Chrystus i Maryja, czyli Kościół): „Jakże jesteś piękna i przyjemna, o miłości, jak rozkoszna! Twój wzrost podobny jest do palmy, a piersi twoje do kiści winogron) O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna, umiłowana, pełna rozkoszy! Postać twoja wysmukła jak palma, a piersi twe jak grona winne.CARAVAGGIO Rest on Flight to Egypt 1596-97 Galleria Doria Pamphilj, Rome, a więc jak widzimy obraz jest tam gdzie obraz Annibale Carracciego, najwyraźniej bratanek Klemensa VIII był koneserem sztuki.
Głównym motywem Ucieczki do Egiptu Caravaggia jest muzyka, którą można usłyszeć na ziemi, uważana przez Ojców Kościoła za kopię muzyki w niebie. Pośrednikiem między tymi dwoma światami jest niewidzialny dźwięk, który w sztuce przybiera postać grającego anioła, boskiego posłańca stojącego na granicy rzeczywistości materialnej i duchowej. Bóg komunikuje się z ludźmi za pośrednictwem aniołów, którzy są jego pośrednikami: „[to] anioł przemówił do mnie”, mówi Zachariasz, a dla Ezechiela anioł to „mężczyzna ubrany w lnianą szatę”, tak jak przedstawia go Caravaggio. Anioł przemówiłrówniez do Maryi. Ale tylko ludzie o czystych sercach mogą oglądać anioły.
GiuseppeCESARI The Rest on the Flight into Egypt kolekcja prywatnahttps://collections.mfa.org/objects/34570GiuseppeCESARI The Rest on the Flight into Egypt 1597 Museum of Fine Arts, BostonAdamELSHEIMER Flight into Egypt 1609 Alte Pinakothek, Munich Ten niewielki obraz jest niewątpliwie najpiękniejszym przykładem scen nocnych, które przyniosły Elsheimerowi tak wielką sławę. Tutaj noc jest przedstawiana jako cud, który może pomóc Świętej Rodzinie w ucieczce do Egiptu. Elsheimerowi udało się wywołać poczucie zagrożenia i komfortu jednocześnie, całkowicie za pomocą atmosferycznych wartości wykorzystania światła i cienia.AdamELSHEIMER Rest on Flight into Egypt 1599 Staatliche Museen, Berlin obraz zupelnie inny w wyrazie i tonacji kolorystycznej, ale równie niezwykłyLOTTO, Lorenzo Rest on the Flight into Egypt 1529-30 The Hermitage, St. PetersburgFrancescoMANCINI Rest during the Flight to Egypt Pinacoteca, Vatican
W Odpoczynku podczas ucieczki do Egiptu Manciniego harmonijnie skomponowane są postacie Matki Boskiej z Dzieciątkiem, Maryja trzyma w dłoni miseczkę (inspirowaną Madonną della Scodella Correggia) oraz Dzieciątko Jezus na kolanach, zwrócona w stronę św. Józefa. Oferuje, podaje Jezusowi truskawki, które z kolei mały Jezus podaje Józefowi. Truskawki to symbol ludzkiego wcielenia Jezusa. Za Świętą Rodziną znajdują się postacie trzech aniołów, z których dwóch gra muzykę (jeden gra na flecie, drugi śpiewa), a trzeci trzyma girlandę z kwiatów nad głową Dziewicy. W tle pojawia się obelisk i kilka klasycznych budynków, które przywołują rzymski krajobraz.
W tym obrazie o wyrafinowanej wrażliwości artysty świadczy finezja obrazu: gracja postaci, którą wziął z Correggia, atmosfera intymnej znajomości, miękkość modelowania uzyskana dzięki płynnej pracy pędzla, mistrzowsko posługującej się cieniowaniem oraz paleta jasnych kolorów przenikających się ze światłem. Piękny.
Bartolomé Esteban MURILLO, Flight into Egypt 1655-60 Szépmûvészeti Múzeum, BudapestREMBRANDT Harmenszoon van Rijn Rest on the Flight into Egypt 1647 National Gallery of Ireland, Dublin
Ten obraz to jedyna nocna scena Rembrandta. Jest to adaptacja słynnego obrazu Adama Elsheimera, kórego wspominałam wczesniej, a któy był wtedy bardzo znany i popularny, podczas gdy rembrandt dopiero stawiał pierwsze kroki w malarstwie.
Francesco Albani był uczniem Annibale Carracciego i na jego dziełach sie wzorował. Ten obraz też jest wzorowany na dziele mistrza Annibale, którego wspominałam na początku, a obraz jest w Ermitażu. Artysta zmienił tylko tło jak zauwazamy, ale układ postaci jest bardzo podobny.
Pier Francesco Mola nadaje tematowi Maryi i Józefa z małym Jezusem uciekających przed gniewem króla Heroda urok idyllicznego dnia na wsi. Zupełnie nie odbieramy grozy sytuacji. Podejście to spopularyzował w poprzednim stuleciu Tycjan, którego sielskie krajobrazy naśladuje tak, aby można je zawiesić w gabinecie lub sypialni i zachwycać się. Widok na dolinę w kierunku Alp przypomina ten, który Pier Francesco Mola narysował ze swojego domu w Como. Obraz powstał, zanim Mola przeniósł się do Rzymu w 1647 roku.
Przepiękny obraz Giovanniego Battisty Tiepolo. Patrząc na ten obraz mamy ochotę paść na kolana jak ten wspaniały anioł, który upada na twarz przed Maryją, Józefem i małym Jezusem, przeprawiajacymi się przez Nil do Egiptu. Ileż tu piękna i szacunku dla Maryi i Jezusa oraz Józefa przedstawił artysta. Czy potrafimy to dostrzec i zrozumieć? Dramat młodej Rodziny i hołd oraz uwielbienie anioła, który zapewne szedł za nimi wysłany przez Boga, ale Oni – osoby tak czyste ujrzały go w pewnym momencie, bo tylko istoty czyste widzą anioły, a on onieśmielony ich blaskiem upada przed Nimi. Co za wspaniałość wyrazu. Zawsze mnie zachwycał Tiepolo, ale tu przeszedł samego siebie. Nawet wioślarz siedzący w łodzi modli się i pochylił głowę z szacunku, a przeciez nie mógł wiedzieć Kogo przewozi w łódce na drugi brzeg. I chociaz sceneria bardziej przypomina Alpy niz Egipt, to nie szkodzi i niczego wspaniałemu dziełu nie ujmuje. Co wiecej, przekaz staje się bardziej uniwersalny i współczesny.
TIEPOLO, Giovanni Domenico The Rest on the Flight to Egypt 1752-53 Szépmûvészeti Múzeum, Budapest
W 1753 r. młodszy Tiepolo, który podobnie jak jego ojciec był znakomitym rysownikiem, opublikował w Wenecji serię akwafort pod tytułem Myśli malarskie zasugerowane ucieczką do Egiptu. Było dwadzieścia siedem różnych wersji Świętej Rodziny uciekającej przed masakrą niewinnych w Betlejem. Przeniknięta idylliczną atmosferą scena, w której postacie i krajobraz stapiają się w harmonijną całość, jest jednym z najwspanialszych wczesnych dzieł Domenico. Jednocześnie wykazuje wyraźne oznaki cech, które najwyraźniej odróżniają jego sztukę od twórczości jego ojca, a mianowicie bardziej bezpośredni, bardziej intymny ton, większe znaczenie pejzażu. Obraz robi wrażenie i nie ma nic z banalności czy sentymentalizmu jak niektórzy chłodni krytycy komentowali, ale emanuje lirycznym pięknem tej jakże dramatycznejprzeciez historii i sceny, która tu upiekszają dodatkowo aniołowie, którzy padli na kolana przed Maryją i Dzieciątkiem aby im oddać hołd i adorować.
Święta Rodzina ciągle jest zagrożona. I musi uciekać. Poza tym nie wiemy dokładnie kiedy to było. Na pewno po pokłonie mędrców, a przecież będziemy dopiero ich pokłon świętować za cztery dni. Więc chronlogia tych scen jest nieco płynna i na dobrą sprawę każdy dzien jest dobry aby pochylić się nad tą dramatyczną sceną. Bo ona jest bardzo dramatyczna, chociaż na obrazkach jest samo piękno. Ale to zasługa artystów. Dramatyzm tkwi w przyczynie ucieczki, o której wiemy z Ewangelii przecież.
Gdy mędrcy się oddalili, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego» Mt 2, 13-15
Blask zbawienia to tytuł książki z tekstami homilii Ojca Świętego Benedykta XVI, który odszedł do Domu Ojca w ostatni dzień poprzedniego roku, jakby zamykając kolejny rozdział w dziejach naszego świata i naszej cywilizacji.
Homilie papieskie wydane zostały przez wydawnictwo Editrice Vaticana a w Polsce wydali je jezuici i wydawnictwo WAM
Zdjęcie zmarłego papieża z lewej strony ołtarza koronacyjnego w Katedrze na Wawelu.
Przez zmartwychwstanie Jezusa samo światło zostaje stworzone na nowo. On pociąga nas wszystkich za sobą do nowego życia zmartwychwstania i zwycięża wszelkie ciemności. On jest nowym dniem Boga dla nas wszystkich.
Dlatego Credo odmawiamy w każdą niedzielę: Bóg z Boga. Światłość ze światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony. Współistotny Ojcu. A przez Niego wszystko się stało co się stało…Bo każdy z nas odradza się w Chrystusie. W każdą niedzielę. Podczas każdej Eucharystii. Tym bardziej w niedzielę Nowego Roku w Święto Bożej Rodzicielki.
Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą; położyłeś na mnie swą rękę. Według liturgii są to pierwsze słowa skierowane przez Syna do Ojca po zmartwychwstaniu, po powrocie z nocy śmierci do świata żyjących. Ręka Ojca podtrzymała Go także w ową noc i dzięki temu mógł On się podnieść, powstać z martwych. Słowa te zaczerpnięte są z Psalmu 139 [138] i w nim pierwotnie mają inne znaczenie. Psalm jest pieśnią wyrażającą zachwyt nad wszechmocą i wszechobecnością Boga, pieśnią wyrażającą ufność w tego Boga, który nigdy nie wypuszcza nas zeswoich rąk. A Jego ręce to dobre ręce. Modlący się człowiek wyobraża sobie podróż przez wszystkie sfery wszechświata – co go tam spotka? „Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym wziął skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza, tam również Twa ręka będzie mnie wiodła, i podtrzyma mnie Twoja prawica. Jeśli powiem: «Niech mnie przynajmniej ciemności okryją» (…) nawet ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie (…) [mrok jest dla Ciebie jak światło]” (Ps 139 [138],8–12).
Lecz te słowa Zmartwychwstałego do Ojca są także słowami, jakie Pan kieruje do nas: „Zmartwychwstałem i teraz zawsze jestem z tobą” – mówi do każdego z nas. Moja ręka cię podtrzymuje. Gdybyś gdziekolwiek miał upaść, upadniesz w moje ręce. Jestem nawet u bram śmierci. Tam, gdzie już nikt nie może ci towarzyszyć i gdzie ty nie możesz niczego zabrać, Ja na ciebie czekam i dla ciebie przemieniam mroki w światło.
Pamiętamy, że do Rzymian św. Paweł pisał: Nikt (…) nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie (…) I w życiu (…), i w śmierci należymy do Pana (Rz 14,7–8).
Lecz dopiero w owej chwili, w której dokonuje On najwyższego aktu miłości, zstępując w ciemności śmierci, doprowadza do pełni proces wcielenia. Umierając, bierze za rękę Adama, wszystkich oczekujących ludzi i prowadzi ich do światła. Można sobie postawić pytanie: Co ten obraz oznacza? Co nowego rzeczywiście wydarzyło się tam za sprawą Chrystusa? Skoro bowiem dusza człowieka jest z natury swojej nieśmiertelna już od chwili stworzenia, co nowego wniósł Chrystus? Owszem, dusza jest nieśmiertelna, gdyż Bóg w sposób szczególny pamięta o człowieku i człowiek jest przez Niego kochany również po swoim upadku. Lecz siła człowieka nie wystarcza, by wznieść się do Boga. Nie mamy skrzydeł, które by nas wyniosły na takie wyżyny. A przecież nic innego nie może na wieki zaspokoić pragnienia człowieka poza byciem z Bogiem. Wieczność bez tej jedności z Bogiem byłaby potępieniem.
Kaplica Batorego czyli Sanctissimum, gdzie przechowywany jest Przenajświętszy Sakrament i gdzie jest codzienna adoracja
Wczoraj, czyli możemy powiedzieć, że w zeszłym roku arcybiskup Marek Jędraszewski, który na Wawelu celebrował w towarzystwie biskupów, księży oraz kardynała Stanisława sekretarza Ojca Świętego Jana Pawła II, który doskonale znał papieża seniora – uroczystą liturgię w intencji zmarłego papieża Benedykta XVI przypomniał, że Josef Ratzinger na swoim obrazku prymicyjnym miał słowa świętego Pawła: Jesteśmy sługami prawdy. Być sługą prawdy to cała esencja kapłaństwa. I tym słowom papież Benedykt był wierny całe życie.
Arcybiskup Marek wspomniał również obrazując tę służbę wspaniały fresk Luki Signorellego w katedrze w Orvieto: Kuszenie. Fresk jest wstrząsający. Wczoraj czytany był fragment o tym, jak działa przyjęte słowo Boże. Ci, którzy je przyjęli mają Moc.
To wielka radość – przyjęcie Słowa Bożego. Jesteśmy wolni. Zmartwychwstanie Jezusa to tryumf wolności, ale również tryumf miłości, która jest silniejsza niż śmierć, i silniejsza niż wszelkie zło.
Czarny krzyż królowej Jadwigii w świątecznej scenerii
Zjednoczeni z Jego miłością, unoszeni na skrzydłach miłości, jako osoby kochające, razem z Nim zstępujemy w mroki świata, wiedząc, że właśnie w ten sposób również z Nim wznosimy się ku górze. Módlmy się zatem w tę noc: Panie, okaż także dziś, że miłość jest silniejsza od nienawiści.
Homilia jest na Noc Paschalną, ale czyż dzisiaj nie przeżywamy nocy paschalnej? Każda niedziela jest pamiątką zmartwychwstania. Tym bardziej jeśli przypada w Nowy Rok. Zwłaszcza zaś kiedy Nowy Rok witamy gdzieś na styku między wojną i pokojem. Nie tylko w sensie dosłownym, ale metaforycznym, bo ciągle trwa jakaś forma wojny między światlem i ciemnością.
Zstąp również w mroki i do piekieł naszych współczesnych czasów i weź za rękę tych, którzy oczekują. Zaprowadź ich do światła! Bądź także ze mną w czasie moich ciemnych nocy i wyprowadź mnie z nich! Pomóż mi, pomóż nam zstępować razem z Tobą w mroki tych, którzy oczekują, którzy z głębokości wołają do Ciebie! Pomóż nam wnosić tam Twoje światło! Pomóż nam dojrzeć do powiedzenia „tak” miłości, która sprawia, że zstępujemy i właśnie dzięki temu wznosimy się razem z Tobą! Amen.
Księżyc nad Katedrą, wieczór sylwestrowy 2022
Tak modlił się papież Benedykt XVI podczas mszy świętej Wigilii Paschalnej 7 kwietnia 2007 roku, dwa lata po śmierci naszego Jana Pawła II Wspaniałego. Miał wtedy 80 lat jak wiemy, bo papieżem został w wieku 78 lat. Co za umysł. Żywy, twórczy, wykarmiony Bogiem od dziecka.
Kardynał Muller wspominał wczoraj, że kiedy wydano w Watykanie wszystkie teksty papieża Benedykta XVI i przyniesiono mu, było tego że dwa metry, a było to jeszcze przed abdykacją, i z właściwym sobie poczuciem humoru Benedykt powiedział: ach, kto to przeczyta. Muller odparł, że nie wie, kto to przeczyta, ale zna tego, kto to napisał.
Tak. My też tego nie przeczytaliśmy. Te dwa metry bieżące tekstów zmarłego papieża to da nas ciągle wyzwanie i zadanie. Dziś na progu Nowego Roku możemy sobie wszyscy zadać pytanie co znamy z nauczania naszych wielkich papieży. Nie mówię o Janie Pawle II, bo to ciągle nieodrobiona lekcja, ale Benedykt? To lekcja, która nawet się jeszcze nie zaczęła. Ona dopiero się zaczyna. I od nas wszystkich zależy jak się do niej przyłożymy.
Zawsze możemy prosić zmarłego, który – jestem pewna – ogląda już oblcze Boga twarzą w twarz. Skromny robotnik winnicy Pańskiej, jak odpowiadał w ostatnich rozmowach, ma nadzieję, że tam będzie tak jak w domu. Spotka rodzeństwo i tych wszystkich, których kochał i którzy go kochali.
Katedra jak zawsze olśniewająca. Wzniosła, jasna i czysta jak wiara papieża Benedykta XVI
Czy to jest wiara prosta? Tak. Człowiek uznany za największego teologa XX i XXI wieku miał bardzo prostą, zdrową i mądrą wiarę. Wiarę mężczyzny, który bez sentymentalizmu idzie przez życie bo wie, że jedyne Światło, które Go uwiodło już od dawien dawna to Blask zbawienia.
Niech Matka Boża Rodzicielka przy boku Której ten Nowy Rok zaczynamy prowadzi nas do tego Blasku zbawienia.
Jeżeli Tomasz jest tak ważny, a wiemy, że jest dziś jeszcze raz o Nim myślimy, mówimy i pamiętamy. Wspominałam wczoraj o przepięknych Hymnach Eucharystycznych. Minęło wiele wieków i te hymny są dalej zachwycające. kiedy wczytamy się w treść rozumiemy Kim naprawdę był Tomasz. Był człowiekiem, który zrozumiał. Zrozumiał Istotę, wielkość, niezwykłość i dar Eucharystii. Dziś nie tylko nikt nie pisze hymnów, ale nawet niewiele osób o Eucharystii mówi albo wspomina. Nie, nie w telewizji, chociaż i tam też można. Ale w Kościele.
Miejsce Eucharystii jest w Kościele, bo to Dom Boży, ale wiemy, że może być również sprawowana w górach na stadionach, placach, i innych współczesnych areopagach jak to było za czasów Jana Pawła, który celebrował Eucharystię nawet na kajakach nic nie umniejszając z Jej wielkości i wzniosłości.
Dlaczego to jest ważne?
Bo Eucharystia jak widzimy i wiemy od Świętego Tomasza jest centrum naszej cywilizacji. Tak. Cywilizacji. Jeśli ta cywilizacja liczona jest od Narodzin Chrystusa, a wiemy że tak jest i jeśli Ten sam Chrystus zostawił nam Eucharystie abyśmy byli z Nim i aby nas karmił abyśmy życie mieli to jest to niezwykle ważna rzecz. Czy to jest rzecz? Trudno powiedzieć, chociaż Eucharystia jest rzeczownikiem. To jest Wielka rzecz można powiedzieć. tak znamy to.
Polska to Jest wielka rzecz – pisał Poeta onegdaj.
Ale zdecydowanie większa jest Eucharystia. Bo wykracza poza Polskę. Jest Uniwersalna i ogólnoświatową.
Eucharystia Jest dla Wszystkich. Bo Chrystus jest dla Wszystkich.
Ale czy aby na pewno.
Eucharystia jest przede wszystkim dla nas. katolików. Bo to jest sakrament. I my z tego sakramentu korzystamy. Ale każdy może uczestniczyć. I zachwycić się. Zapatrzeć się. Zasłuchać się. Może dać się oczarować i ujarzmić. I będzie jak Tomasz. Zafascynowany i zachwycony. Zrozumie czym jest Eucharystia i zacznie pisać hymny jak On.
– Która godzina? – Tak, jestem szczęśliwa, i brak mi tylko dzwoneczka u szyi, który by brzęczał nad Tobą, gdy śpisz. – Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr, wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą na skrzypiących zawiasach. – Jak to, zapomniałeś? Miałam na sobie zwykłą szarą suknię spinaną na ramieniu. – I natychmiast potem niebo pękło w stubłysku. – Jakże mogłam wejść, przecież nie byłeś sam. – Ujrzałem nagle kolory sprzed istnienia wzroku. – Szkoda, że nie możesz mi przyrzec. – Masz słuszność, widocznie to był sen. – Dlaczego kłamiesz, dlaczego mówisz do mnie jej imieniem, kochasz ją jeszcze? – O tak, chciałbym, żebyś została ze mną. – Nie mam żalu, powinnam była domyślić się tego. – Wciąż myślisz o nim? – Ależ ja nie płaczę. – I to już wszystko? – Nikogo jak ciebie. – Przynajmniej jesteś szczera. – Bądź spokojny, wyjadę z tego miasta. – Bądź spokojna, odejdę stąd. – Masz takie piękne ręce. – To stare dzieje, ostrze przeszło nie naruszając kości. – Nie ma za co, mój drogi, nie ma za co. – Nie wiem i nie chcę wiedzieć, która to godzina.
Zacytowałam wiersz naszej noblistki, która jak wiemy niejednego zgorszyła, albowiem zanim dostała Nobla żyła w czasach PRL-u i jak wiemy z historii wielu literatów poszło za ciosem i wyznawało kult jednostki zamiast kultu Boga. (…)Zawsze mam wątpliwości, jak łatwo ludzie osądzają nie znając realiów. Ale od czasu malinowych ust Stalina minęło czasów wiele i Szymborska dostała Nobla. Kłamałabym, gdybym powiedziała, że byłam jej fanką. Uczciwie się przyznaje, że chociaż ją znałam z Gawędy o miłości ojczystej ze szkoły, to poznałam ją dopiero po Noblu. Jak większość z nas. I podobnie jak Sienkiewicza czy Reymonta. Inaczej było z Miłoszem. Ale to dzięki nauczycielce, która spotkała i poznała Go w Londynie. I zafascynował ją. Tak jak mnie zafascynował Tomasz, chociaż nie poznałam Go w Londynie.
Wieża Babel, to tekst na czasie i ciągle aktualny i należy się Nobel z urzędu za taki tekst. Nawet dziś jest bardziej aktualny niż w tedy kiedy go napisała.
Dwa dni temu w kalendarzu znany chyba wszystkim malarz niderlandzki. Znany może nie z nazwiska Marten van Valckenborch the Elder ale za sprawą obrazu Wieży Babel. Jej ilustracja bowiem tak się zadomowiła w naszej kulturze, że często jest wykorzystywana bez podania Autora i źródła.
I chociaż najbardziej znana jest ta Petera Brueghela starszego
to Martensa jest prawie taka sama albo i lepsza, jeśli można wartościować ich dzieła, bo wszystkie ich obrazy są znakomite, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju.
Wieża Babel jak podaje encyklopedia to olbrzymia budowla, która według Księgi Rodzaju miała być wznoszona przez zjednoczoną ludzkość w krainie Szinear. Według przekazu biblijnego wieża Babel wznoszona była jako znak, dzięki któremu ludzie „nie rozproszą się”. Bóg sprzeciwił się tym zamiarom. Pomieszał więc budowniczym języki, dzieląc ludzi na różne narody, by przez to uniemożliwić budowę wieży.
Obecnie termin wieża Babel oznacza ideę lub przedsięwzięcie niemożliwe do zrealizowania i prowadzące jedynie do powstania zamętu, bądź też miejsce, gdzie spotykają się ludzie mówiący różnymi językami.
Opowieść o wieży Babel znamy z Księgi Rodzaju
Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa.
2A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. 3I mówili jeden do drugiego: „Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu”. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, 4rzekli: „Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”. 5A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, 6i rzekł: „Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. 7Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!” 8W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. 9Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi[3] (Biblia Tysiąclecia, Księga Rodzaju 11,1-9)
Dlaczego wspominam owa opowieść. Tak, za sprawa malarza, ale obserwując dzisiejszą rzeczywistość mam wrażenie, że Wieża Babel to jest skrót myślowy.
Dlatego potrzebny jest nam lekarz. Aby uzdrowił owo pomieszanie języków. I jedynego lekarza wskazuje Tomasz. Tak Tomasz z Akwinu. Wskazuje Go jeszcze bardziej dobitnie niż wtedy w średniowieczu, w którym żył i pisał wspaniałe Hymny.
Tak jak wtedy Bóg wstrzymał budowę Wieży Babel, tak samo dziś tylko On może ją powstrzymać. Bo przecież sami ludzie ją zbudowali, nieprawdaż? Dlaczego? Bo chcieli i chcą być więksi od Boga. Ale nie Wieża Babel prowadzi do Boga. Do Boga prowadzi Eucharystia. I tą nam zostawił Chrystus. Wieża Babel zaś to pozostałość starych czasów, starego człowieka. No i Starego Testamentu.
Została na obrazach jako przestroga. Do czego prowadzi pycha ludzka i chęć wywyższania się ponad innych. Zawsze prowadzi do pomieszania języków.
Eucharystia zaś to jeden język. Język miłości i piękna. Zrozumiały dla każdego.
Ale trzeba Eucharystię poznać. I kiedy Ją poznamy nic innego już nie chcemy tylko śpiewać Hymny. Jak Tomasz, hrabia na Akwinie. A potem Monte Cassino.
Czy Evangelium vitae jest przestarzała? Ja wiem, że nie, ale nie wszyscy o tym wiedzą.
Kiedy wydaje nam się, że już wszystko widzieliśmy na tym świecie nagle ze zdumieniem dziecka odkrywamy, że nic nie widzieliśmy. To była tylko pycha, że jesteśmy tacy mądrzy i etc. A On? On jednym delikatnym muśnięciem swego pięknego palca sprawia, że już nic nie wiemy i zdaje nam się, że niczego nie widzieliśmy. Bo tak chyba jest w istocie.
Co widzieliśmy o czym możemy świadczyć?
Dobro i zło.
O czym wiemy, że możemy świadczyć. Śmierć i miłość obydwie zarówno. Jednej się oczu czarnych drugiej modrych boję – dodałby poeta tragicznie zmarły z dala od ojczyzny.
Jestem chyba w innym miejscu bo się nie boje. Ani czarnych ani modrych oczu. Ale może dlatego, że nie jestem z dala od ojczyzny. I nie jestem poet(k)ą. Nie jestem też tak jak on samotna, żebym jak on musiała popełniać samobójstwo z rozpaczy. Bo miłość chroni przed rozpaczą i tylko ona. A jeśli boimy się miłości to nic nas nie chroni.
Zło, które nas dotyka chce nas zaprowadzić na skraj rozpaczy aby nas unicestwić. Ale nawet najmniejszy okruch dobra jest mocniejszy od całych pokładów zła. Czy to możliwe?
Chrystus pokonał zło na krzyżu ale go nie wyeliminował. Bo człowiek jest wolny. I może wybrać. Zawsze może wybrać. Nawet oddając ostatnie tchnienie. Na tym polega nieszczęsny dar wolności. Że mamy wybór. Co robimy z tą wolnością? To już inne pytanie.
Więc nie mów mi, że zło jest większe. Jest bardziej przerażające dlatego jest widoczne. Dobro jest naturalne, bo wpisane w naturę człowieka stworzonego na obraz Boga, Który jest samym Dobrem i Uosobieniem Dobra. I dobrzy ludzie są najlepszym dowodem na istnienie Boga.
Zło polega na tym właśnie, że chce nas pokonać i przekonać, że jest potężne. Nic z tych rzeczy. Kiedy prześledzimy historię i dzieje człowieka widzimy, że tak naprawdę dzieje ludzkości to zapis dobra, mądrości i piękna. Bo to przecież dobre, mądre i piękne moralnie i duchowo jednostki ciągną za sobą całą ludzkość i one napędzają historie. A zło wydaje się ten rozwój hamować. I jak zawsze ciągnie się w ogonie. Tak jest w przypadku pojedynczych ludzi, w przypadku narodów, państw, kontynentów i całego świata.
Właściwy kierunek dziejom świata i ludzkości nadał Jezus, który przyszedł na świat ponad dwa tysiące lat temu. I On dalej ciągnie całą ludzkość za sobą. Chce ją pociągnąć za sobą i ku sobie aby była tak jak On, cudowna, mądra, dobra i czysta. A jak to było przez te dwa tysiące? Właściwie same wojny. Krwawe wojny. W Polsce, Europie i na całym świecie. Nawet w Ameryce, która przecież zdobyta dla Chrystusa i miała szerzyć cywilizacje miłości. Wyginęli rdzenni mieszkańcy. Oskalpowani sami skalpowali białych kolonizatorów. Ilu ich jest dziś? Resztki. Zamknięte w rezerwatach jak dzikie zwierzęta w zoo parku, które czasem w niedziele oglądamy.
Podobnie Australia. Aborygeni wyrżnięci w pień. Fakt, że zjadali się nawzajem, ale cóż nie znali Chrystusa a lubili świeże mięso.
Czy z Afryką będzie podobnie? Nie wiem.
Azja na pewno sobie nie pozwoli. Smok azjatycki jest zbyt potężny. Prędzej on połknie Europe nim Europa dotknie jego ognistego ogona albo jednego z jego skrzydeł.
No, to gdzie jesteśmy z tą swoją cywilizacją? Uśpieni, stłamszeni, przerażeni. Do tego stopnia, że wszystko można nam wmówić i łykamy to jak pastylki murti binga i jeszcze przepijamy colą.
W szesnastym wieku było w Azji więcej chrześcijan niż dzisiaj. Byli misjonarze. No i były argumenty. Dziś nie tylko nie ma misjonarzy ale nie ma argumentów.
No więc smok rośnie w siłę. Przyczajony tygrys i ukryty smok.
I to nie jest wcale żaden bajkowy smok, którego pokonał jakiś tam Szewczyk Dratewka. To smok stugłowy, to hydra lernejska, której po odcięciu jednej głowy wyrastają nowe. No to jak sobie poradzimy skoro Herakles już dawno nie żyje, bo zabiła go zatruta suknia Dejaniry?
Nie wiem. I nie mam pojęcia.
Ale jestem pełna ufności.
To w końcu Polce, Faustynie, po polsku Jezus powiedział, że im bardziej dusza zaufa tym więcej otrzyma. Kogo jak kogo ale Jezusa trzymam za słowo. Nawet nie trzeba trzymać, bo On mówi samą prawdę i tylko prawdę. Nie kłamie.
Alegoria miłości z aniołem w tle, Simon Vouet, Louvre
***
Wszystko i nic.
Znasz to uczucie?
Tak właśnie się czuję.
Kiedy ostatnio wydawało mi się, że jestem panią czasu i panią historii, własnej historii, nagle z dnia na dzień odkrywam, że tak nie jest. To On Jest Panem czasu i Panem historii. I On nam przygotowuje historie. My możemy próbować się co najwyżej w tej historii odnaleźć. A ja? No, ja – jak mówi moja koleżanka zupełnie się w tej historii nie odnajduję.
No i co będzie – pytam ją. Możesz, więc wpłyń na bieg lawiny pisał przed ponad pół wiekiem poeta zamieszkały na Greezly Peak nad Zatoką San Francisco wdychając zapach kapryfolium. Łagodź jej dzikość, okrucieństwo. Do tego też potrzebne męstwo.
Czy my jesteśmy mężni? Zawsze byliśmy. A teraz?
Nie wiem.
Dobrze czujemy się w grupie, wydaje nam się, że wszystko możemy.
A pojedynczo?
Różnie bywa.
Co to znaczy łagodzić dzikość?
Dziś w epoce walki o życie dzików, które zdominowały walkę o życie człowieka pytam, czy Evangelium vitae ma sens?
Czy to wszystko jest bez sensu?
Wiem, że ma sens.
Ale zewsząd chcą nam wmówić, że to nie ma sensu.
Że dobra nie ma. Nie istnieje. Że się mylę i już. Że to wszystko fantasmagoria. Nie, kochana. Nie dam sobie wmówić nowego sensu a raczej bezsensu na użytek świata.
Urodziłam się, chociaż miałam się nie urodzić.
Żyję, chociaż miałam nie żyć.
Alegoria pokoju, Simon Vouet, Galleria Nazionale d’Arte Antica, Rome
Więc jak mogłabym zwątpić w sens Evangelium vitae?
A dziki? Cóż, jadłam pasztet z dzika jeszcze w moim dzikim życiu.
Nic specjalnego. Teraz bym go nie przełknęła. Ma zapach dziczyzny, a ja jestem ucywilizowana. Ale ciągle są amatorzy dziczyzny. A dzik jest dziki, dzik jest zły i mabardzo ostre kły – jak pisał przed laty polski bajkopis Jan Brzechwa w Akademii Pana Kleksa. Dobrze znać bajki. One uczą nas wiele o życiu. Mieszkam bowiem blisko lasu i żadna przyjemność spotkać o poranku dzika z wielkimi kłami, bo wybrał się na spacer. Więc jestem za Evangelią życia …ale dla ludzi moja ty dziennikareczko. I niech Ci Bóg wybaczy, tak jak ja Ci wybaczyłam! Ale ja Ci wybaczam bez spowiedzi. Bóg żąda jednak spowiedzi i bez niej jak wiesz się nie obejdzie. Zwyczajnie. Nie zaznasz spokoju. Tyle. Radzę Ci z dobrego serca. A deus ex machina to w dramacie antycznym. Czyż nasze życie nie przypomina dramatu antycznego? Zwłaszcza dziś jest jak w antycznym antycznym teatrze. Maski i koturny. Nie znamy motywu zbrodni, chociaż się domyślamy, bo trudno się nie domyślać. Nie można wszystko zwalać na mglę, gałęzie i ognie sztuczne.
Zło ma zawsze czyjąś twarz. I chociaż domyślamy się czyją, trudno tak z imienia i publicznie. Od tego są sady niezawisłe. A jeśli one zawodzą pozostają w ostateczności sądy Boże. A te nigdy nie zawodzą. Są niezawisłe.