To największe wyróżnienie jakie można sobie wyobrazić. Być światłem świata. Ale to bardzo ważne zadanie dla nas katolików. Być solą ziemi, która tej ziemi nadaje smak.
Mamy świecić. Ale nie własnym blaskiem, tylko blaskiem Chrystusa. Najpiękniejszym przykładem Człowieka, który świecił blaskiem Chrystusa był Jan Paweł II. On tym światłem Chrystusa wszystkich olśniewał i zdobywał dla Chrystusa.
Wiedział też, że to jest zadanie dla wszystkich, szczególnie dla młodych i właśnie takie było hasło jego ostatnich spotkań światowych z młodzieżą w Toronto w 2002 roku pod hasłem
«Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata» (por. Mt 5, 13-14): oto temat, który wybrałem na przyszły Światowy Dzień Młodzieży. Te dwa symbole – sól i światło – użyte przez Jezusa, wzajemnie się uzupełniają i są bogate w treść. W starożytności uważano bowiem sól i światło za istotne elementy ludzkiego życia – pisał w Orędziu na Światowe Dni Młodzieży.
«Wy jesteście solą ziemi». Jedną z zasadniczych funkcji soli, jak dobrze wiemy, jest przyprawianie pożywienia, dodawanie mu smaku. Ma to nam przypominać, że przez chrzest cała nasza istota została głęboko przemieniona, ponieważ została «przyprawiona» nowym życiem pochodzącym od Chrystusa (por. Rz 6, 4).
Solą, dzięki której tożsamość chrześcijańska nie traci swojej natury, nawet w środowisku mocno zlaicyzowanym, jest łaska chrztu, która nas odrodziła i sprawiła, że żyjemy w Chrystusie i jesteśmy w stanie podjąć Jego wezwanie, by «ofiarować [nasze] ciała na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną» (Rz 12, 1). Św. Paweł w Liście do Rzymian zachęca ich, aby wyraziście ukazywali swój odmienny — w stosunku do współczesnych — sposób życia i myślenia: «Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu miłe i co doskonałe» (Rz 12, 2).
Przez długi czas używano soli także do konserwowania żywności. Jako sól ziemi jesteście wezwani, by zachowywać wiarę, którą otrzymaliście, i przekazywać ją w nienaruszonej postaci innym. Do waszego pokolenia ze szczególną mocą skierowane jest wezwanie, aby zachować nienaruszony depozyt wiary (por. 2 Tes 2, 15; 1 Tm 6, 20; 2 Tm 1, 14).
Odkrywajcie swoje chrześcijańskie korzenie, uczcie się historii Kościoła, pogłębiajcie znajomość duchowego dziedzictwa, które wam zostało przekazane, naśladujcie świadków i mistrzów, którzy was poprzedzili! Jedynie dochowując wierności Bożym przykazaniom i przymierzu, które Chrystus przypieczętował własną krwią przelaną na krzyżu, będziecie mogli być apostołami i świadkami nowego tysiąclecia. (…)
Droga młodzieży, niech was nie zadowala nic, co nie dorównuje najwyższym ideałom! (…)Jeśli zachowacie wielkie pragnienie Boga, zdołacie uchronić się przed miernotą i konformizmem, tak powszechnymi w naszym społeczeństwie.
«Wy jesteście światłem świata». Zarówno dla tych, którzy słuchali Jezusa od początku, jak i dla nas symbol światła oznacza pragnienie prawdy i osiągnięcia pełni poznania, zaszczepione w głębi każdej ludzkiej istoty. (…)
Droga młodzieży, wy macie być stróżami poranka (por. Iz 21, 11-12) zwiastującymi nadejście słońca, którym jest Chrystus zmartwychwstały!
Światłem, o którym nam mówi Jezus w Ewangelii, jest światło wiary, bezinteresowny dar Boga, który przychodzi, aby oświecić serce i rozjaśnić umysł: «Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa» (2 Kor 4, 6). Oto dlaczego słowa Jezusa zyskują szczególne znaczenie, gdy objawia On swoją tożsamość i misję: «Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia» (J 8, 12).
Osobiste spotkanie z Chrystusem rozjaśnia życie nowym światłem, wprowadza nas na właściwą drogę i zobowiązuje, abyśmy byli Jego świadkami. Wskazany przez Niego nowy sposób patrzenia na świat i na ludzi pozwala nam wniknąć głęboko w tajemnicę wiary, która nie jest jedynie zbiorem teoretycznych tez, wymagających przyjęcia i zatwierdzenia przez rozum, lecz pewnym doświadczeniem, które trzeba przeżyć bezpośrednio, prawdą, według której trzeba postępować, solą i światłem całej rzeczywistości (por. Veritatis splendor, 88).
Cały tekst ostatniego Orędzia na Światowe Dni Młodzieży w 2002 roku w Toronto na stronie:
Dzisiaj w całym Kościele słyszymy piękne słowa Psalmu 87.
Zapraszam do przeczytania fragmentów katechezy Ojca Świętego Jana Pawła II na temat tego krótkiego Psalmu, którą wygłosił 1 listopada 2002 roku z cyklu katechez środowych podczas audiencji generalnej dla pielgrzymów.
Ton wysłuchanej przez nas pieśni, skierowanej do Jeruzalem, miasta pokoju i matki wszystkich, kontrastuje niestety z historycznym doświadczeniem, które przeżywa to miasto. Celem modlitwy jest jednak szerzyć ufność i budzić nadzieję – zaczyna Ojciec Święty.
Uniwersalna perspektywa Psalmu 87 [86] może przywodzić na pamięć Pieśń z Księgi Izajasza, w której wszystkie ludy zdążają na Syjon, aby słuchać słowa Pańskiego i zachwycając się pięknem pokoju, przekuwać «miecze na lemiesze», a «włócznie na sierpy» (por. 2, 2-5). W Psalmie mamy jednak bardzo odmienną perspektywę wędrówki, która nie prowadzi w stronę Syjonu, ale od niego się zaczyna. Psalmista widzi w Syjonie początek wszystkich ludów. Najpierw stwierdza, że prymat świętego miasta nie wynika z racji historycznych albo kulturowych, lecz jedynie z miłości, jaką Bóg je obdarzył (por. Ps 87 [86], 1-3), a potem sławi jego uniwersalizm, który rodzi braterstwo pomiędzy wszystkimi narodami.
2. Syjon opiewany jest jako matka całej ludzkości, a nie tylko Izraela. Stwierdzenie to jest nadzwyczaj śmiałe. Psalmista jest tego świadomy i zwraca na to uwagę: «Wspaniałe rzeczy głoszą o tobie, miasto Boże» (w. 3). Jak to możliwe, że skromna stolica małego narodu jest przedstawiona jako początek o wiele potężniejszych ludów? Dlaczego Syjon może mieć tak ogromne ambicje? Odpowiedź znajduje się w tym samym zdaniu: Syjon jest matką całej ludzkości, ponieważ jest «miastem Bożym». Zajmuje zatem uprzywilejowane miejsce w Bożym planie.
(…)
3. Wymowne jest, że nawet narody uważane za wrogów Izraela podążają do Jeruzalem, gdzie przyjmowane są nie jako obce, lecz jako «spokrewnione». Co więcej, Psalmista mówi, że procesję tych ludów zmierzających na Syjon wieńczy chóralny śpiew i radosny taniec: odnajdują one swe «źródła» (por. w. 7) w mieście Bożym, z którego wypływa strumień wody użyźniającej cały świat, zgodnie z tym, co głosili prorocy (por. Ez 47, 1-12; Za 13, 1; 14, 8; Ap 22, 1-2).
zdjęcie: Adam Bujak
(…)
W Jeruzalem wszyscy powinni odkryć swe korzenie duchowe, czuć się jak w ojczyźnie, odnaleźć się jako członkowie tej samej rodziny i paść sobie w ramiona jako bracia, którzy wrócili do swego domu.
4. Psalm 87 [86], stanowiący wzór prawdziwego dialogu międzyreligijnego, utrwala uniwersalną spuściznę proroków (por. Iz 56, 6-7; 60, 6-7; 66, 21; Jl 4, 4. 10-11; Ml l, 11) oraz antycypuje chrześcijańską tradycję, wiążącą ten Psalm z «górnym Jeruzalem», o którym św. Paweł mówi, że «cieszy się wolnością i (…) jest naszą matką» oraz że więcej ma dzieci niż ziemskie Jeruzalem (por. Ga 4, 26-27). Podobnie mówi o nim Apokalipsa, kiedy opiewa «Jeruzalem zstępujące z nieba od Boga» (21, 2. 10).
Podobnie jak Psalm 87 [86], również Sobór Watykański II widzi Kościół powszechny jako miejsce, w którym zgromadzeni są «wszyscy sprawiedliwi, poczynając od Adama, ‚od sprawiedliwego Abla, aż do ostatniego wybranego’». Osiągnie on swe «chwalebne dopełnienie w końcu wieków» (Lumen gentium, 2).
5. Ta kościelna interpretacja Psalmu w chrześcijańskiej tradycji zostaje odczytana w kluczu mariologicznym. Jeruzalem stanowiło dla Psalmisty prawdziwą «metropolię», czyli «miasto–matkę», w którym był obecny sam Pan (por. So 3, 14-18). W tym świetle chrześcijaństwo opiewa Maryję jako żywy Syjon, bo Jej łono zrodziło wcielone Słowo i w następstwie tego – odrodziło dzieci Boże. Taka jest chrześcijańska interpretacja Psalmu 87 [86] przez Ojców Kościoła – od Ambrożego z Mediolanu do Atanazego z Aleksandrii, od Maksyma Wyznawcy do Jana Damasceńskiego, od Chromacjusza z Akwilei do Germana z Konstantynopola.
Posłuchajmy słów mistrza tradycji ormiańskiej Grzegorza z Nareku (ok. 950-1010), który w swym Panegiryku na cześć Najświętszej Maryi Panny zwraca się do Dziewicy w następujący sposób: «Uciekając się do Twego najbardziej godnego i potężnego wstawiennictwa, jesteśmy bezpieczni, o święta Boża Rodzicielko, znajdujemy bowiem orzeźwienie i odpoczynek pod płaszczem Twej opieki, który chroni nas niczym dobrze umocniony mur: mur ozdobny, pięknie wysadzany najczystszymi brylantami; mur spowity w ogień, dlatego niezwyciężony dla złoczyńców; mur skrzący się blaskiem, nieprzystępny i niedostępny dla okrutnych zdrajców; mur zewsząd otoczony, według Dawida, którego fundamenty położył Najwyższy (por. Ps 87 [86], 1. 5); mur mocny górnego miasta, jak mówił św. Paweł (por. Ga 4, 26; Hbr 12, 22), do którego przyjęłaś wszystkich jako mieszkańców, ponieważ poprzez narodzenie Boga według ciała uczyniłaś synami górnego Jeruzalem synów Jeruzalem ziemskiego. Dlatego też ich usta błogosławią Twe dziewicze łono i wszyscy wyznają Cię jako przybytek i świątynię Tego, który jest współistotny Ojcu. O Tobie zatem możemy powiedzieć razem z prorokiem: ‚Obyś była dla nas schronieniem i pomocą w chwilach trudności’ (por. Ps 46 [45], 2)» (Testi mariani del primo millennia, IV, Roma 1991, s. 589)
To nie jest cały tekst katechezy, a zobaczmy ile w nim odniesień, erudycyjnych podpowiedzi. Każda katecheza Ojca Świętego to dzieło samo w sobie jak najwspanialsza perła. A przecież takich pereł mamy całe sznury, bo praktycznie Ojciec Święty głosił katechezy do wszystkich Psalmów, a wiemy że jest ich 150; do całej Apokalipsy, do Listów Pawłowych i czterech Ewangelii. To jest tak nieprawdopodobne bogactwo, o czym zresztą mówili zaproszeni goście na Wawelu podczas Kongresu Projekt Polska Jan Paweł II oczami świata, że starczy na całe trzecie tysiąclecie.
Zacznijmy od tej perełki, którą nam dzisiaj czyta Kościół we wszystkich zakątkach naszego globu. Czyż to nie jest wspaniałe doświadczenie? Dzięki temu wszyscy czujemy, że słuchamy tych samych słów, które Bóg do nas kieruje. I słowa Psalmu stają się ciałem. I tak jest każdego dnia. My możemy iść tylko śladami naszego wielkiego Proroka i zachwycać się Nim oraz wielbić Boga, bo uwielbianie Go jest najpiękniejszą modlitwą.
Być jak mały ptaszek czyli Dans le Coeur de l’Eglise, ma Mère, je serai l’Amour..
Piękny październik zainaugurował swoją złotą porę i olśniewa nas całym blaskiem odcieni. Zaczynamy go z Tereską, którą mamy w tej różnobarwnej palecie. Tak. Mamy Tereskę. Małą. Z Lisieux. Chciała być małym ptakiem, który śpiewa dla Boga swoje uwielbienie i zachwyt nad pięknem świata i jego Stwórcy.
I na zawsze została takim pięknym słodkim ptakiem, który siada na krzaku jesiennych róż i śpiewa radośnie na cześć Stwórcy.
Dziś też cudownie śpiewa jak najpiękniejszy egzotyczny stubarwny ptak, który przysiadł na krzaku jesiennej róży albo złocistego odurzającego zapachem kapryfolium.
Oto jak pisała Tereska w 1895 roku 22 letnia młoda dziewczyna – na dwa lata przed śmiercią -napisała do swego ukochanego…Jezusa Tak. Bo Jezus był jej Ukochanym. Tak właśnie Go traktowała. I to jest Jej cudowne świeże spojrzenie. Dlatego jest ciągle młoda i zachwycająca. Dlatego została doktorem kościoła. Trzeba wielkiej mądrości kobiecej, aby to odkryć.
foto from pinterest : African golden oriole
„Więc żyć miłością – to posiadać Ciebie, O Jezu, – Ojca Słowo wiekuiste,I w Twej miłości zgubić całą siebieI wchłaniać Ducha płomienie ogniste,Bo kiedy Ciebie o Jezu miłuję,wtedy i Ojciec cały mi się daje,Trójca Najświętsza w mej duszy się stajeWięźniem miłości.Więc żyć miłością jest to – Królu chwały – Żyć Twoim życiem – wesele przeczyste!
Jak Ty ukryty żyjesz w hostii białej,Tak ja się ukryć chcę z Tobą, o Chryste!
Dwom miłośnikom samotności trzeba – Spojrzenie Twoje całą mą radością,W nim tu na ziemi mam już przedsmak niebaŻyję miłością!
By żyć miłością, nie w Taboru chwaleStawiać nam trzeba przybytki na ziemi,Lecz za Jezusem mężnie i wytrwaleWciąż postępować śladami krwawymi.W niebie spoczynek czeka na mnie błogi Tu, krzyż jedyną moją szczęśliwością,
Patrząc na niego, jako na skarb drogi,Żyję miłością! ” (fragment poezji Teresy)
(foto : piękny, mały egzotyczny koliber, który pije słodki nektar życia z kielicha egzotycznej orchidei)
Tutaj wszystko jest przeźroczyste. Drugi czytelnik, którym teraz jesteśmy my wszyscy, zasiada przy obfitym stole serca, gdzie nie ma nic ukrytego i gdzie wszystko jest rozdawane. Odkrywając Teresę, która pragnie, żeby „wszystkie stworzenia” mogły otrzymać „te same łaski”, aby Bóg był „kochany aż do szaleństwa” , również sam czytelnik czuje się potencjalnie kochany przez tego Boga i tę Teresę, i tworzy się między nimi więź przyjaźni, więź tajemnego, braterskiego porozumienia… – pisze we wstępie Conrad de Meester OCD, belgijski karmelita z prowincji flamandzkiej, który opracował nowe wydanie Histoire d’une âme czyli Dzieje duszy Teresy.
Z pustymi rękami to polski tytuł książki Conrada de Meestera Les Mains vides, belgijskiego karmelity. Znakomitą książkę Conrada de Meestera, wybitnego znawcy duchowości karmelitańskiej, czyta się niemal jak duchową autobiografię św. Teresy z Lisieux. Słowa jego komentarza bowiem ściśle splatają się z najżarliwszymi wyznaniami Świętej, która pragnęła stanąć przed Bogiem „z pustymi rękami”. Autor wydobywa z jej przesłania najistotniejsze rysy „małej drogi”. By zobrazować dynamizm rozwoju wewnętrznego, odwołuje się do sugestywnych metafor, ukazując przy tym niezniszczalną potęgę miłości i nadziei. Książka została przetłumaczona na dwadzieścia języków i świetnie przybliża małą drogę małej Teresy do Boga i jej uwielbienie dla Jezusa, którego nazywała swoja Miłością.
Jeżeli chciałoby się jednym słowem wyrazić głębię duszy świętej Teresy z Lisieux i tajemnicę jej szerokiego promieniowania, pojawia się jedno imię: Jezus. Teresa promieniuje światłem Jezusa, swojego Słońca. Wszystko tu się znajduje. Bez zastrzeżeń otwiera się na rzeczywistość Tego, który ją przyciąga, zamieszkuje w niej, fascynuje ją i przekształca w żarliwą wysłanniczkę.
Prorok, doktor, misjonarz – wibruje w niej tyle powołań. Jakkolwiek by było, karmelitanka wolałaby milczeć i w ciszy spalać się z miłości, być jedynie modlitwą apostolską w sercu Kościoła jak Maryja w Wieczerniku.
Doktor Kościoła jednak przemówił. Słowami, które jakby zostały mu wyrwane przez miłość i posłuszeństwo, a właściwie nawet przez samego Jezusa. „Jezus dał mi odczuć, że będąc po prostu posłuszna, sprawię mu przyjemność” (A 2r). 1
Będzie więc pisać, ponieważ przeorysza klasztoru tak jej poleciła. Ale nie porzuci modlitwy. „Chcę robić tylko jedno: zacząć śpiewać to, co będę powtarzać przez całą wieczność – Miłosierdzie Pana” (A 2r).
Prawdziwa dynamika jej opowiadania nie zawiera się w wydarzeniach, które wypełniały jej dni. Teresa będzie ukazywała stałe działanie Chrystusa w swoim życiu, złotą nitkę Bożego miłosierdzia w tkaninie swojej egzystencji. Napisze historię świętą, swoją osobistą historię zbawienia – „moje myśli o łaskach, których Dobry Bóg raczył mi udzielić” (A 3r) – pisze Conrad de Meesder we wprowadzeniu do nowego tłumaczenia, wydania i opracowania Dziejów duszy św. Teresy z Lisieux.
Niderlandzka psychiatra Anna A. Terruwe chętnie mówi o kobiecie jako o „strażniczce otwartego sposobu istnienia”. W kobiecie kontemplatywnej, jak Teresa, to otwarcie musi być niemal nieograniczone. Toteż Terruwe w konkluzji jednej ze swych prac skierowuje uwagę na ten dar Boga dla naszych czasów, jakim jest Teresa, ponieważ jej doktryna o ufności i zawierzeniu może dopomóc wielu ludziom. Ufać, mieć nadzieję to otworzyć się na przyszłość.
W ostatnich latach dużo pisano o nadziei. Podkreślano mocno sposób, w jaki chrześcijaństwo jest istotowo zwrócone ku przyszłości, jak powinno otworzyć się na świat i odgrywać rolę krytyczną w społeczeństwie. Przez to został uwypuklony aspekt społeczny i wspólnotowy.
Teresa ciągle fascynuje. Rzeczywiście jest jak cudownie śpiewający ptak. Emanuje z niej tajemnicza siła promieniowania. Bożego promieniowania.
Jest nieustająco pociągająca dla kolejnych pokoleń, bo wszystko w niej jest pełne życia, o wszystkim jest głęboko przekonana, jest nie tylko pełna wiary ale i ufności. Jest autentyczna. Kocha Boga, wie, że On ją kocha i to nam w prosty sposób przekazuje. jest autentyczna, dlatego jest tak przekonywująca. Jest szczera i myślę, że to co napisała jest niepowtarzalne, bo nie można jej porównać nawet z Faustyną, chociaż mają wiele wspólnego, ani tym bardziej z Teresą z Avila, chociaż również można wskazać pewne cechy wspólne w ich fascynacji Jezusem.
Sprawiać przyjemność Jezusowi...- pisała Teresa z Lisieux. Tak pisała w liście do Celiny. Opisywała jej, że często mówi Mu jak bardzo Go kocha i chce aby był szczęśliwy, aby nie cierpiał. W praktyce wyglądało to tak, że starała się być miła i uprzejma oraz pomocna dla wszystkich, nawet tych, którzy niewiele z uprzejmością mieli wspólnego. Uważała, że tym sprawi radość i przyjemność Jezusowi. Jej mała droga ciągle fascynuje. Świadczy o tym popularność jej pism i poezji tłumaczonych na wszystkie najważniejsze języki świata. Jej wielkim wielbicielem był Ojciec Święty Jan Paweł II, który nosił ze sobą maleńki relikwiarz św. Teresy, co odkryli dopiero po Jego śmierci – jak opowiadał Kardynał Stanisław, Jego sekretarz. Jan Paweł II pielgrzymował do Lisieux 2 czerwca 1980 roku, a w 100 rocznicę śmierci ogłosił ją doktorem Kościoła.
Kochać Cię Boże przez wieki to radość ma nieskończona! – pisała w swym tekście poetyckim. Byłem Ci radość sprawiła. Żyć będę …miłością strawiona! Muszę przyznać, że jej poezja przypomina gorący czardasz Montiego, kiedy gra go David Garrett. To jest poezja miłosna najwyższych lotów. Myślę, że nie tylko dorównuje Dantemu i Petrarce, ale prześcignęła ich swym kobiecym ujęciem i odwagą wyznania. Teresa zmarła na gruźlicę w wieku 24 lat. Wczoraj minęło 128 lat od dnia jej śmierci. Chyba powinniśmy wreszcie zacząć sprawiać przyjemność Jezusowi jak pisze Tereska, bo dosyć się już nacierpiał przez dwadzieścia wieków.
Ta przypowieść robi wrażenie. Wszyscy ją dzisiaj słyszeliśmy. Robi wrażenie swoim radykalizmem, no i tym, że opowiadał ją sam Jezus.
Różne słyszałam interpretacje ale dzisiejsza jest mi najbliższa i najbardziej trafia do serca. O co tak naprawdę chodzi? Chodzi o to, że naprawdę nie chodzi o pieniądze, bo można ich nie mieć i być najbogatszym a można je mieć i być totalnie samotnym i na dodatek skazać się na potępienie wieczne jak bogacz z dzisiejszej przypowieści Chrystusa.
Leandro da Ponte z Bassano, Leandro Bassano, Przypowieść o bogaczu i Łazarzu, Leandro namalował kilka wersji tej przypowieści, dziś w kolekcjach prywatnych
Dlatego nie pieniądze są złe, tylko to co (z) nimi zrobimy, a raczej czego nie zrobimy jeśli je mamy, a zwłaszcza jeśli mamy ich dużo. Nie ma nic złego w pomnażaniu majątku, w pracy i zarabianiu, ale trzeba się czasem z uboższym podzielić a już na pewno go zauważyć i zareagować.
Girolamo da Ponte z Bassano, syn Jacoppo da Ponte vel Bassano ze słynnego rodu malarzy z Bassano dal Grappa i ten sam motyw co wyżej, 1600, kolekcja prywatna
Nie jestem naiwna i wiem, że nikt nie rozda swego majątku, bo o Franciszka z Asyżu raczej trudno, ale wiemy, że każdego dnia spotykamy ludzi, którzy nie tylko są potrzebujący ale są też sponsorami potrzebujących. I jest takich coraz więcej. Podobnie jak coraz więcej jest potrzebujących.
Dlaczego Bóg w swej wszechmocy nie mógłby tego zmienić? – spytasz. Już w Ewangelii Jezus mówi, że ubogich zawsze mieć będziemy, bo od wieków byli biedni i bogaci i to na wiele wieków przed Chrystusem i wielkie pałace czy piramidy budowali właśnie biedacy, pod bacznym okiem bogaczy.
Nie zamierzam wypisywać dydaktycznego poradnika jak to zmienić, bo nie wiem czy to jest możliwe w tym świecie w jakim jesteśmy. Ale jedno wiem, że ja mogę na ile to możliwe zawsze komuś pomóc. Na tyle na ile potrafię i mam możliwości. I każdy z nas tak może. A nawet jeśli nie mamy pieniędzy możemy pomóc dobrym słowem, życzliwością, pomocą czy nawet modlitwą.
Więc każdy może na miarę swoich możliwości i sytuacji. Jeśli zaś będziemy egoistami i egocentrykami jak dzisiejszy bogacz z przypowieści nic nie zyskamy bo widzimy jak bogacz skończył. Między nim a Łazarzem była otchłań i nikt mu już nie mógł pomóc.
Życie jest krótkie, ale tak naprawdę najważniejsze jest to ilu ludziom w życiu pomogliśmy i co im daliśmy – nawet nie tylko materialnie, ale również duchowo. I tylko to co daliśmy zabierzemy z tego świata – to czego nie daliśmy i zatrzymaliśmy dla siebie pozostanie za nami.
Bogacz jest obojętny i nie obchodzi go los biedaka, ale to nie znaczy, że mamy wpisać się w dzisiejszą retorykę i wpuszczać biednych imigrantów, którzy szukają swego miejsca w życiu jak to opowiadał jeden z polityków, którego nazwiska nie godzi się nawet wymieniać.
Nie. Nic z tych rzeczy. My mamy troszczyć się o swoją rodzinę, sąsiadów, znajomych, pracowników, jeśli prowadzimy firmę – aby było im dobrze, aby starczyło im na chleb a jeśli są samotni to mamy obowiązek jako chrześcijanie katolicy ich pocieszyć – to jest jeden z uczynków miłosierdzia. Nie jest ważne ile Koronek do Miłosierdzia odmówimy, jeśli będziemy mieli znieczulicę na cierpienie drugich. I nie zmienia to faktu, że Koronkę podyktował Faustynie sam Jezus. Przypowieść o bogaczu i Łazarzu też opowiedział Jezus. Zdrowa religijność to modlitwa i praca dla siebie ale też dla innych. Miłosierdzie to również modlitwa i uczynki – wobec ciała i duszy, bo ciało z duszą jest skorelowane. Bywa tak, że gdy choruje ciało choruje również dusza i odwrotnie. Gdy choruje dusza ciało odmawia posłuszeństwa. Oczywiście nie ma reguły, bo są ludzie, którzy mają problemy ze zdrowiem fizycznym – a dusze mają czystą jak kryształ i piękne jasne oczy jak dzieci. I to są najlepsze dowody na istnienie rzeczywistości Bożej i życie przeżyte z Bogiem i w jego obecności tu na ziemi bez względu na status materialny.
Ojciec Święty Jan Paweł II w swoim nauczaniu często podkreślał odpowiedzialność ludzi bogatych tego świata za nędzę innych – szczególnie w Afryce. I w tym względzie niewiele się zmieniło, bo gdyby wszyscy współcześni rotszyldowie mieli wolę ku temu, mogliby poprawić sytuacje nie tylko w Afryce, ale jaki mieliby mieć w tym interes? Problem w tym, że niektórzy najczęściej są głusi na słowa Jezusa, które przecież brzmią już od blisko 2000 tysięcy lat. Nie oglądajmy się zatem na nich, bo wiemy jak skończy(ł) bogacz tylko myślmy o tym, co jest w naszej mocy do zrobienia nie tylko dla drugiego człowieka ale dla jakiegoś Łazarza, którego spot(y)kamy na naszej drodze.
Lodovico Pozzoserrato, znany również pod flamandzkim nazwiskiem Lodewijk Toeput, flamandzkim malarz i rysownik epoki renesansu
Przypowieść o bogaczu i Łazarzu stałą się motywem również w sztuce – zamieszczam zatem kilka obrazów, które wybrałam wśród wielkich artystów europejskich, którzy przez wieki objaśniali rzeczywistość i świat ludziom nie tylko biednym ale również i przede wszystkim bogatym.
Bądź jak lampka przed tabernakulum – to słowa wielkiej i wspaniałej Polki, myślę, że ciągle niedocenianej i mało znanej chociaż tak cenionej przez Ojca Świętego Jana Pawła II.
Te słowa są również tytułem zbioru jej rozważań o Eucharystii. Mała książ(eczk)a, którą wczoraj dostałam. Wyjątkowo piękne teksty św. Matki Urszuli Ledóchowskiej o Eucharystii.
Z dnia na dzień przygotowywać się muszę na przyjście Pana w Komunii Świętej. Ta chwila, gdy Pan idzie z nieba, powinna być dla mnie najważniejszą chwilą całego dnia, chwilą, około której wszystko ma się obracać. Jak mądre panny (Mt 25,1-13) powinnam zawsze czekać i przygotowywać się na przyjście Oblubieńca, trzymając w ręku lampę, palącą się jasno olejem dobrych uczynków – pisze Autorka w rozdziale XII o Przygotowaniu do Eucharystii – Jezus niczego nadzwyczajnego ode mnie się nie domaga, ale chce tylkobym moje codzienne czynności wykonywała z miłości ku Niemu i dla Niego. I kończy tę myśl podkreśleniem – Chodzi o tę pamięć: nie dla mnie, lecz wszystko dla Ciebie, Jezu Panie, Mistrzu, Oblubieńcze mój!
A jakie jest Twoje przygotowanie do Eucharystii i dziękczynienie po Komunii Świętej? – zadaje pytanie.
Zastanówmy się nad tym, co powinno być centrum życia naszego, wokół którego obracać się ma ono nieustannie –życiem życia naszego, tchnieniem Bożym, wlewającym w nasze życie tętno nadprzyrodzone, ożywiające, pobudzające do czynów wielkich i świętych. Zastanówmy się nad tą najświętszą, najwznioślejszą, najbogatszą w owoce przyczyną życia naszego – nad naszym złączeniem się z Chrystusem w Komunii Świętej.
Tak pisze ta niezwykła kobieta. Hrabianka, która została zwykłą szara urszulanką, porzuciła cały blichtr ówczesnego świata, bogactwo i wspaniałe kreacje a wstąpiła do zgromadzenia, które opiekowało się dziećmi, dziewczętami i kształtowało je na wzór Maryi i do dzisiaj urszulanki prowadzą przedszkola i szkoły i dalej pozostają placówkami znakomitymi.
Ale oddajmy głos Matce Urszuli, bo to ona tu jest Mistrzynią:
Co dzień przystępujemy do Komunii Świętej – ale jak? Z jakim skutkiem? Z jakim zrozumieniem? Z jaką gorącością? Z jakim przygotowaniem?
Czemu nasze codzienne Komunie Święte często tak mało korzyści przynoszą duszy naszej? Po tylu Komuniach Świętych jestem ciągle taka niedoskonała – pisała i zaraz dodawała – bo moje przygotowanie do Komunii Świętej jest obojętne, zimne albo go wcale nie ma!
Jezu, spraw, by odtąd było inaczej!
No właśnie – czy mamy świadomość, w czym uczestniczymy? Kogo przyjmujemy? Z Kim się spotykamy? Chyba czasem nie do końca jesteśmy tego świadomi. Dlatego dobrze, że trafiłam na Matkę Urszulę, która nam to uświadamia.
I co nam radzi Matka Urszula?
Zapraszaj Jezusa choć tym krótkim westchnieniem: Jezu mój, przyjdź, bo tęsknię za Tobą! Niech rozum Twój tęskni za Jezusem, bo rozum Ci mówi, że potrzebujesz Tego, który twą nędzę pokryje, twą słabość wzmocni, twe zimne serce rozgrzeje, twą złość naprawi, twe grzechy daruje. A wiec choć tęsknoty uczuciowej nie czujesz ale rozum woła: Panie, bardzo Ciebie potrzebuję, przyjdź!
I dalej –
Do końca życia nieustannie nad tym pracować powinniśmy, by coraz lepiej przygotowywać się do Komunii Świętej, coraz bardziej się przejmować wielkością tego aktu. Nigdy nie będziemy mogli sobie powiedzieć: już dość!
Książeczka ma raptem sto stron, ale nie będę cytować całej, bo te fragmenty to esencja chociaż cała jest przepiękna niczym sznur wspaniałych pereł, tak każda myśl Matki Urszuli jest jak drogocenna perła.
Dlatego Kochani – jeśli macie okazję czytajcie, ale najważniejsze aby żyć Eucharystią i Komunią Świętą każdego dnia i dobrze się do niej przygotować jak radzi Święta Matka Urszula Ledóchowska, pierwsza święta beatyfikowana w Polsce przez samego Jana Pawła II w Polsce, który jeszcze jako kardynał krakowski wysłał jej dokumenty beatyfikacyjne do Watykanu z prośbą o zatwierdzenie w lutym 1968 roku.
Na koniec jeszcze myśli Matki Urszuli z innego rozdziału:
Od Ciebie, Jezu-Hostio, chcę uczyć się tej wyrozumiałości i dobroci, która czyni życie wspólne tak słodkim, jasnym, pogodnym – tak podobnym już do życia w niebie”.
Jezusa powinniśmy adorować tak jak Mędrcy, którzy szli za Gwiazdą aby zobaczyć swego Króla i złożyć u Jego stóp dary – pisała Matka Urszula. A cóż my mamy? Dajmy Mu to co mamy – najlepiej jeśli będą to małe, drobne uczynki. Każdego dnia przynajmniej jeden. Codziennie można zrobić coś dobrego dla drugiego i od tego można zaczynać zmienianie świata. (…)
Czasem jeśli nic dobrego nie zrobiliśmy wystarczy nawet pomodlić się za kogoś i to też jest dobry uczynek. Bóg wszystko widzi, skoro policzył nasze włosy i troszczy się nie tylko o lilie polne ale o polne myszy.
Zatem oddajmy Mu wszystko, całych siebie, nasze troski i kłopoty a nade wszystko nasze uczynki – dobre, bo złe On i tak wziął na swoje barki.
Do końca życia nieustannie pracować nad tym powinniśmy, by coraz lepiej przygotowywać się do Komunii Świętej, coraz bardziej się przejmować wielkością tego aktu. Nigdy nie będziemy mogli sobie powiedzieć – już dość. To jest zadanie, które mamy przed sobą. Ale czy to jest zadanie? Nie, to jest przywilej i radość, bo korzystamy z daru i to tak wielkiego, że tego nie jesteśmy w stanie pojąc, bo to zwyczajnie jest nie do pojęcia, dlatego te słowa Matki Urszuli są tak ważne!
Jednym słowem –
Idźmy za Chrystusem z miłością najgorętszą, bez miary i bez granic, idźmy, oddając się zupełnie: Bierzcie i jedzcie mnie…
O, uwierz mi, u stóp tabernakulum, u stóp krzyża zrozumiesz, że szczęście nie tam, gdzie go świat szuka – w rozkoszach ziemskich, ale że szczęście prawdziwe w Jezusie, w życiu z Jezusem i dla Jezusa – to jej słowa na koniec. Czyż nie są prawdziwe? najprawdziwsze, bo przecież chyba nie myślisz, że gdzieś indziej znajdziesz prawdziwe szczęście!
Jej życie było «hymnem miłości» do Serca Jezusa Konającego i pełnym oddania «fiat», w które zaangażowała cały wysiłek swego umysłu i swego serca. To kontemplacja Serca Jezusa, konającego z miłości do człowieka, i złączenie z Nim całego życia stało się źródłem jej «bohaterstwa świętości», wyróżniającej się zdolnością zharmonizowania intensywnego życia wewnętrznego z równie intensywną, pełną nowych inicjatyw działalnością apostolską –
napisał Święty Jan Paweł II Wielki w telegramie do Kapituły Generalnej Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Castel Gandolfo, 17 sierpnia 2001 roku
Czy sobie to wyobrażasz? Czy to pojmujesz? Być Hymnem miłości do Serca Jezusa
Solidarność jest niewątpliwie cnotą chrześcijańską (…) – podkreśla Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice Sollicitudo rei socialis, 40 opublikowanej 30 grudnia 1987 roku po trzeciej historycznej pielgrzymce do Polski.
Solidarność jako postawa moralna i społeczna, jako »cnota« […] jest to mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich
Wynaturzone mechanizmy” i „struktury grzechu”, o których była mowa, mogą zostać przezwyciężone jedynie poprzez praktykowanie ludzkiej i chrześcijańskiej solidarności, do której Kościół zachęca i którą niestrudzenie popiera. Tylko w ten sposób będą mogły wyzwalać się wielkie pozytywne energie z korzyścią dla rozwoju i pokoju – podkreśla nasz święty Autor.
Niezwykle piękny ale również bardzo aktualny tekst jak zresztą wszystkie inne teksty Ojca Świętego Jana Pawła II Wielkiego.
Należy zauważyć, że w dzisiejszym świecie – wśród wielu praw człowieka – ograniczane jest prawo do inicjatywy gospodarczej, które jest ważne nie tylko dla jednostki, ale także dla dobra wspólnego Doświadczenie wykazuje, że negowanie tego prawa, jego ograniczanie w imię rzekomej „równości” wszystkich w społeczeństwie, faktycznie niweluje i wręcz niszczy przedsiębiorczość, czyli twórczą podmiotowość obywatela. W rezultacie kształtuje się w ten sposób nie tyle równość, ale „równanie w dół”. Zamiast twórczej inicjatywy, rodzi się bierność, zależność i podporządkowanie wobec biurokratycznego aparatu, który jako jedyny „dysponent” i „decydent”, jeśli wręcz nie „posiadacz” ogółu dóbr wytwórczych stawia wszystkich w pozycji mniej lub bardziej totalnej zależności, jakże podobnej do tradycyjnej, zależności pracownika-proletariusza w kapitalizmie. Stąd rodzi się poczucie frustracji lub beznadziejności, brak zaangażowania w życie narodowe, skłonność do emigracji, choćby tak zwanej emigracji wewnętrznej – słowa sprzed blisko czterdziestu lat nadal brzmią aktualnie chociaż maja inny kontekst.
Ponadto należy podkreślić, że żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem z sobą, podobnie jak w przypadku każdego totalitaryzmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości społeczeństwa oraz ludzi – obywateli. Człowiek i naród stają się w tego rodzaju systemie „przedmiotem”, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień – zupełnie jakby mówił dzisiaj o jednej partii, która uważa, że ma rację i reszta to osiem gwiazdek. No proszę, a tu takie słowa. Ależ Panowie i Panie – nowy rok szkolny już jutro! Nic nie stoi na przeszkodzie dokształcić się nieco, całe życie bowiem się uczymy. I uczymy się – co ważne – od mądrych i mądrzejszych od nas.
Jak pewnie słyszeliśmy dziś chyba wszyscy również nasz Pan Prezydent wskazał dzisiaj Jana Pawła II. Mamy Go i to jest nasze bogactwo. Możemy Go słuchać i uczyć się nie tylko zawierzenia Bogu ale uczyć się od Niego odwagi. Odwagi takiej jaką prezentuje również nasz Pan Prezydent, jego uczeń. Więc my zaczynamy się uczyć od Nich. Tak uczyć się odwagi. Bo odwagi trzeba się uczyć, tak jak trzeba się uczyć miłości i solidarności. Ciągle trzeba uczyć się na nowo. Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że mamy najlepszych mistrzów.
„Solidarność Boga z człowiekiem to początek wszelkiej solidarności ludzkiej. Solidarność Boga z człowiekiem sięga do tego, że daje siebie. To jest szczyt tego, co można dać człowiekowi, szczyt obdarowania –
mówił Ojciec Święty do młodzieży.
Nawiązuję do tego, co mnie tutaj, do Polski sprowadziło. Zostałem zaproszony na Kongres Eucharystyczny. Ten Kongres Eucharystyczny odbywa się w całej Polsce. Wędruję z miasta do miasta, spotykam wielkie rzesze. Tak było w Lublinie, tak było dzisiaj w Tarnowie. Jutro jadę na północ. Wielkie spotkania. Wszyscy rozważamy tajemnicę Eucharystii, koncentrując się na tych słowach, które zapisał ewangelista św. Jan o Panu Jezusie, że „umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował”. Powiedziałbym – ażeby nawiązać do tego, co mówiłem poprzednio – że właśnie przez tę miłość i przez ten sakrament, który tę miłość wyraża, Chrystus daje nam od wewnątrz najpotężniejszy środek tej „siły przebicia”, która tak bardzo potrzebna jest młodym, żeby się przedwcześnie nie wycofać, nie uciec, nie załamać, żeby nie zagubić perspektywy. Nie można żyć bez perspektywy!
W czasie tych rozważań, homilii na szlaku Kongresu Eucharystycznego, w różny sposób formułują mi się jak gdyby definicje Eucharystii. Nie są to definicje doktrynalne, ale pastoralne. Ja bym powiedział, że jest to także „sakrament siły przebicia”. I to przede wszystkim wam bym powiedział. Nie jest to stwierdzenie abstrakcyjne, ale ma ono swoje pokrycie w doświadczeniu całych pokoleń. Również tu, na tej ziemi. Również w doświadczeniu tego pokolenia, do którego ja należałem, kiedy byłem młody, trzy pokolenia wstecz. W doświadczeniu tego pokolenia to się znajdowało w samym centrum. Jeżeli patrzę na moją młodość, na tę młodość lat okupacji – straszliwych lat, to był koszmar – widzę, że źródłem „siły przebicia” była właśnie Eucharystia. I nie tylko dla mnie, dla wielu, a chyba najbardziej dla tych, którym najtrudniej przyszło przebijać się. Coraz więcej wychodzi książek o różnych obozach, o różnych najstraszliwszych doświadczeniach wcześniejszego pokolenia naszego narodu. Ten sakrament był jego siłą. Więc i teraz też jest „siłą przebicia” w warunkach, w których się znajdujecie. Jest źródłem siły. Jeżeli coś bym wam chciał powiedzieć przez to okno, z tej witryny, to myślę, że to jest najważniejsze.(…)
Nie ma takiego pokolenia chrześcijan, takiego pokolenia ludzkości, z którym Chrystus nie dzieliłby się sobą. Ostatecznie chodzi o to, żeby człowiek nie zagubił ludzkiego wymiaru swojego życia. Właśnie Chrystus daje mu ten ludzki wymiar swojego życia, jako Syn Boży. To jest niesłychana solidarność z człowiekiem. Wy się zastanawiajcie nad tym sakramentem.(…)
Eucharystia to jest przede wszystkim ta świadomość: jestem miłowany, ja jestem miłowany. Ja, taki jaki jestem. Każdy w swoim najbardziej indywidualnym człowieczeństwie.
Bardzo wielkim niebezpieczeństwem, o którym słyszę – nie wiem, czy tak jest – jest to, że ludzie się jak gdyby mniej miłują w Polsce, że coraz bardziej dochodzą do głosu egoizmy, przeciwieństwa. Ludzie się nie znoszą, ludzie się zwalczają. To jest zły posiew. To nie jest Eucharystia, to nie jest od Chrystusa. I to trzeba przeobrazić.
Kiedy Bóg powiedział do Salomona proś o co chcesz, król poprosił Boga o mądrość.
Judgement of Solomon/Sąd Salomona, Gustave Doré, 19th century/ XIX wiek
Minęły wieki a wszystkie narody ciągle uważają Salomona za najmądrzejszego króla. Otrzymał od Boga dar, o który prosił a wraz z mądrością przyszły do niego wszystkie inne. Bogactwo, wspaniałość, męstwo, odwaga, zdrowy rozsądek oraz sława.
Bóg jest nieprzewidywalny, ale jednocześnie jest przewidywalny, bo daje nam to, o co z serca prosimy. A wszystko inne będzie nam przydane.
Kiedy patrzymy na dzieje świata i dzieje człowieka widzimy, że Bóg niczego więcej od nas nie wymaga tylko życia pełnego miłości, zdrowego rozsądku i uznania Jego zwierzchnictwa nad światem.
Dziś widzimy, że ciągle są ludzie, którym się wydaje, że to świat do nich należy, oni są kastą, która może rządzić, odwoływać i powoływać. Nic z tych rzeczy. To Bóg jest Panem wszechrzeczy i wszechświata.
Giovanni Demin, Solomon i królowa Saba,
Salomon wieki temu doskonale o tym wie. Nie miał telewizji rządowych i propagandowych, nie miał klakierskich mediów a wiedział dobrze, że dawcą mądrości jest Bóg, a mądrość jest jednym z darów Bożych. Darów Ducha Świętego.
Nie bój się mała trzódko…- słyszymy dzisiaj słowa Jezusa.
W Ewangelii Jezus mówi bardzo często nie bój się, wierz tylko. Nie lękaj się, uwierz!
Odwaga zawsze była w cenie, ale dziś jest po prostu bezcenna.
Dlatego człowiek odważny staje się bohaterem. Jeśli jeszcze do tego jest mądry jest jak Salomon. A jeśli jest patriotą, kocha swoją Ojczyznę – zostaje Prezydentem.
Nasz wspaniały współczesny Salomon dzięki swej skromności i pokorze otrzymał od Boga wspaniały dar mądrości a z nim wszystko inne zostało mu dane.
Kto jest dzisiaj posłem prawdy? Mamy posłów do sejmu, senatu, europarlamentu. Ale czy wszyscy są posłami prawdy?
Katolik ma być posłem prawdy – słyszałam dzisiaj rano w Kościele. Czy my jesteśmy posłami prawdy? Nawet jeśli nie jesteśmy posłami do sejmu, senatu czy europarlamentu. Katolik nie kieruje się jakimś światopoglądem, głoszonym przez media ale kieruję się Dekalogiem. I wtedy, jeśli kieruję się w swoim życiu Dekalogiem staje się posłem prawdy.
Jean-Antoine_Injalbert, Vérité czyli Alegoria Prawdy
Dzisiaj pierwsze posiedzenie nowego sejmu. Zobaczyliśmy nowych posłów. Iluż z nich będzie posłami prawdy? Nie wiem. Zobaczymy wkrótce.(…)
Za mało w Kościele współczesnym mówi się dzisiaj o szczęściu – a szczęściem jest życie zgodnie z Dekalogiem. Zupełnie jakby wszyscy o tym zapomnieli. A to jest podstawa. To taka Boża arytmetyka. Zupełnie jak w matematyce. Jeśli nie znamy podstaw nigdy matematyki nie poznamy i wydawać nam się będzie trudna. Nie poradzimy sobie z ułamkami dziesiętnymi, z mnożeniem ich czy dzieleniem albo skracaniem czy wprowadzaniem do wspólnego mianownika. To dopiero wprowadza nas na wyższy stopień wtajemniczenia matematyki, pięknej nauki uczącej wyobraźni.
Gian Lorenzo Bernini, Alegoria prawdy, marmur karraryjski, wys. 277 cm, Rzym galeria Borghese
Jeśli nie znamy dekalogu i nie żyjemy zgodnie z Dekalogiem to nie znamy podstaw katolicyzmu i nauki Chrystusa, choćbyśmy nie wiem ile dzieł charytatywnych prowadzili czy napisali książek. Ten aspekt nauczania ciągle w kościele nie brzmi pełnym głosem. To przecież protestanci kładą nacisk na działalność charytatywną szczególny akcent a o Dekalogu nic nie mówią.
Dlatego jeszcze raz podkreślam – Kościół musi zacząć na nowo głosić, że Dekalog to podstawa. Trzeba zacząć od początku. Potem sakramenty i mamy pełnię. Nic więcej nie trzeba. Jeśli wypełniamy Boże przykazania jesteśmy na najlepszej drodze do zmiany swego życia, Zmiany myślenia i zmiany społeczeństwa. Jeśli zapominamy o Dekalogu głosimy nasz prywatny światopogląd, który często z Dekalogiem nie ma nic wspólnego.
Gian Lorenzo Bernini, Alegoria prawdy, marmur karraryjski, wys. 277 cm, Rzym Galeria Borghese
Katolik zatem ma być posłem prawdy. Zdarza się, że nawet posłem prawdy staje się nie-katolik, ale to są zaiste rzadkie przypadki.
Ojciec Święty Jan Paweł II kiedy przyjechał w 1991 roku do Polski wolnej zaczął nauczanie od Dekalogu. Jakoś do dzisiaj niewielu wzięło sobie do serca Jego naukę. Dlatego ja niczego nowego nie wymyślam, ja tylko przypominam Jego nauczanie. Wystarczy do tego nauczania wrócić. Ale ciągle niewielu wraca. Gdybym była prymasem Polski – chociaż rzecz jasna nie jestem – ogłosiłabym na nowy rok, który przed nami – nowy program duszpasterski – Powrót do Dekalogu!
Ale przecież prymas mnie nie słucha. Nie wiem kogo on słucha bo Ducha Świętego w jego okolicy raczej nie słychać. Pewnie jak zwykle nie chce się mieszać, tak jak nie mieszał się przed wyborami. A, że mowa o posłach prawdy, więc też nie zechce się mieszać, bo zapachniało sejmem.
Szanowny Prymasie – jeszcze raz wzywam do przebudzenia! Jest jeszcze czas. Proszę pomyśleć, że komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Znowu Prymas chce przespać kolejną zimę? Zespół syndromu niedźwiadka, który przesypia zimę jest wyleczalny. Po prostu – po-trzeba zostać posłem prawdy. I zacząć od Dekalogu a nie zaniedbywać swej powinności i stanowiska.
Nie pamiętam z historii czy kiedy był tak leniwy prymas w naszych dziejach?! No, może ten, który wsparł konfederację targowicką czyli Michał Jerzy Poniatowski, ale on nie był leniwy, tylko uważał, że jedyny sojusz to sojusz z Rosją – nie oceniam go, bo wiem jakie to były czasy represji, ale w końcu prymas Wyszyński również nie żył w łatwych czasach. I jeszcze Franciszek Skarbek-Malczewski, który ciężko chory na łożu śmierci podpisał kasatę wielu polskich klasztorów w zaborze rosyjskim skazując życie religijne w zakonach na to, aby przeszło do podziemia. No, ale on był tylko prymasem tzw. honorowym ale i tak nieźle namieszał.
Nie po to jednak Prymas Wyszyński siedział trzy lata w więzieniu a jego sekretarz Antoni Baraniak przez 27 miesięcy był torturowany, aby teraz prymas w Polsce wolnej oddał walkowerem wszystko to, co oni obronili.
Księże Prymasie – wstyd mi zaiste, że ja zwyczajna, nikomu nieznana kobieta, spokojna obywatelka pięknego kraju nad Wisłą mieszkająca na wsi pod Krakowem, królewskim mieście Ojca Świętego, które wydało wielu świętych polskich czuje się w obowiązku pisać o tym do Prymasa Polski – o tym o czym On sam powinien wiedzieć niejako z urzędu.
Ale jeśli prymas się nie wstydzi swego lenistwa to ktoś musi się wstydzić za niego – prosta matematyka. To już zresztą nie pierwszy raz kiedy prymas milczy. Prymas ma głosić a nie milczeć. Stefan Wyszyński nazywany był Prymasem Tysiąclecia ale obecny prymas nazwany zostanie chyba przydomkiem Rejenta, bo tylko chyba to zostaje.
Mądrość nie wejdzie w dusze przewrotną. Nie zamieszka w ciele uwikłanym – dosłownie: zaprzedanym w grzech! – słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu.
Zatem proszę wreszcie wziąć sobie do serca to wskazanie z początku Księgi Mądrości, które znane jest już na wiele wieków przed Chrystusem, jeśli Dekalog to za mało!
Alegoria Prawdy, tabernakulum w klasztorze kartuzów w hiszpańskiej Granadzie
I na koniec dalsze słowa z pierwszego dzisiejszego czytania Kościoła z Księgi Mądrości (1, 1-12) a więc to dopiero początek Mądrości:
Święty Duch karności ujdzie przed obłudą, usunie się od niemądrych myśli, wypłoszy Go nadejście nieprawości. Mądrość bowiem jest duchem miłującym ludzi, ale bluźniercy z powodu jego warg nie zostawi bez kary: do tego ponieważ Bóg świadkiem jego sumienia, prawdziwym stróżem jego serca, tym, który słyszy mowę jego języka. Albowiem Duch Pański wypełnia ziemię, Ten, który ogarnia wszystko, ma znajomość mowy.
Polska nie może nigdy być własnością takiej czy innej politycznej siły; nie może co jakiś czas przechodzić wciąż z rąk do rąk – mówił wczoraj w Gnieźnie prymas Polski Wojciech Polak.
Jaka szkoda, że mówi to dopiero po wyborach. Gdyby przed wyborami te słowa wypowiedział nie musiałby się zastanawiać nad tym w Święto Niepodległości. Spodziewałabym się czegoś więcej od prymasa Polski niż cytowania słownikowej definicji jutrzenki oraz tekstu historyka Normana Daviesa. Okrągłe, mało wyraziste słowa nawet okraszone cytatem z Jana Pawła II i czytane z kartki i to tak, jakby prymas nie miał pojęcia co czyta.
Ciekawe, co by na to powiedział Prymas tysiąclecia? Nie wiem, ale można się domyślać, bo On nie czytał z kartki gładkich słów. On był i dalej pozostaje posłem prawdy. Wiedział co mówi, dlatego nie musiał czytać.
A dzisiejszy a raczej wczorajszy prymas, który mówił wczoraj, że życie społeczne trzeba budować na prawdzie i wolności i na solidarności z najsłabszymi i bezbronnymi, na jedności, na uczciwości i na wystrzeganiu sięzawłaszczania go dla siebie czy innych chciwości.(…)
Nie można promować nadawania światu ludzkiego kształtu chwilowo rezygnując także z porządkowania życia społecznego z postępowania po ludzku – co to w ogóle znaczy??
I tu właśnie tkwi przyczyna błędu – porządkowanie życia społecznego należy bowiem zaczynać po Bożemu książę prymasie. Po Bożemu, a nie po ludzku! A o tym nie słyszałam ani słowa!
Nie wiem, kto pisze prymasowi te teksty ale są beznadziejne – może i są cytaty z Daviesa i ze słownika, ale homilia na Święto Niepodległości to nie zbiór cytatów – homilia zaś ma być nie tylko piękna ale gorąca jak nasza Polska. I w kolorach biało-czerwonych! A ta nawet nie była zimna – była po prostu letnia i bez koloru. Nijaka. Zupełnie jakby prymas nie chciał się mieszać i dalej mówi okrągłymi nic nie znaczącymi zdaniami, które trudno było dobrze przeczytać.
Nie zamierzam krytykować prymasa, bo musiałabym użyć zupełnie innych słów, ale chciałam się podzielić jak odebrałam ten bezbarwny tekst homilii a raczej wyszeptany monolog. Zwyczajna Polka, zakochana w swej Ojczyźnie i Jej bohaterach. Polka, która chciałaby, aby w Kościele był prymas może nie na miarę Prymasa Tysiąclecia bo to niemożliwe, ale prymas, który ma coś mądrego do powiedzenia o swej Ojczyźnie i o Bogu ale od siebie a nie z kartki, gdzie cytuje znane teksty. Nic mądrego nie mówił i nie mówi o Polakach, a wczoraj tylko rozdzierał szaty, że Polska nie może przechodzić z rąk do rąk, jakby nie wiedział, że szaty rozdarli już dwa tysiące lat temu kapłani żydowscy czyli faryzeusze!
Alegoria Prawdy na pomniku nagrobnym Aleksandra VII
A na koniec? Cóż powiedzieć? No, chyba tylko to, że bardzo szkoda, iż zakonnicy z jednego zgromadzenia aż dwa razy wyrzucili z zakonu kandydata na zakonnika, bo jeśli chciałby się bawić w polityka to mógłby to robić w zakonie i za zamkniętymi drzwiami i nie musiałby przecież zostawać księdzem, ale zakrystianem, który usuwa spod drzwi wszelkie barierki. Może by się to na coś przydało!
Niektórzy wyrzuceni z seminarium weszli przed wiekiem do polityki i nie będę przypominać jak się to dla Polski skończyło. Na szczęście tamten wyrzucony i obrażony był Gruzinem, ale i tak odczuły to polskie pokolenia bardzo. Ufam jednak, że tym razem będzie lepiej, skoro deklaruje się jako praktykujący katolik.
Co do tej deklaracji mam jednak wątpliwości – patrząc na jego kolegę, który za każdym razem mówi Szczęść Boże ale z pozdrowienia nic jak do tej pory katolickiego nie wynika jeno oskarżenia i to anty-Boże!
No i Boże, Ty to widzisz i milczysz? Dlaczego?
Przecież jesteś Mądrością. A tu takie zaprzeczenie mądrości. No i prawdy.
A przecież rano słyszałam, że katolik powinien być ze swej natury – posłem prawdy!
13 listopada 2023
I jeszcze jedna alegoria prawdy Berniniego na pomniku nagrobnym papieża Aleksandra VII Borgii, tym razem po lewej stronie i jak widzimy ubrana, chociaż prawda zawsze przedstawiana jest naga, może dlatego jest ubrana, że po lewej stronie, bo musi ładniej wyglądać kiedy tak ciągnie suknię z prawej strony, a może dlatego, że to Borgia – nie wiem, ale symbolika jest oczywista.
Sama go uwielbiam i to jedyna słodycz, której nie mogę i nie umiem sobie odmówić, bo reszta może dla mnie nie istnieć. No, ale do rzeczy.
Kimże jest, a raczej był ten człowiek tak słodko nazywany i ze słodyczą kojarzony?
To dzisiejszy bohater z kalendarza czyli Bernard z Clairvoux, który zmarł dokładnie 872 lata temu. Dawno, prawda?
Francisco Ribalta, Chrystus obejmujący św. Bernarda, Muzeum Prado, Madryt, to jedno z najpiękniejsztch dzieł Ribalty, które namalował pod koniec swego życia, wyjątkowe
Tyle starych rzeczy zaczyna być znowu modnych. Nie mogę zatem się doczekać aż inteligencja i moralność zaczną być znowu w modzie. Bardzo podoba mi się to powiedzonko, które ostatnio słyszałam.
Wiara również jest stara jak świat, czekam zatem aż stanie się znowu modna w naszym kraju, w Polsce i w Europie.
Gdybym miała powiedzieć, czego dziś najbardziej potrzeba Polakom i ludziom to właśnie byłaby wiara. Najpierw w Boga a potem w siebie i swoją siłę. Wiara to moc, która czyni cuda. Najpiękniejszym świadkiem wiary jakiego oglądaliśmy w ostatnim czasie jest nasz Pan Pan Prezydent Karol Nawrocki. Jest absolutnym objawieniem w naszym świecie. Gdybyśmy mieli wiarę jak ziarnko gorczycy przenosilibyśmy góry.
Pan Prezydent i Jego wiara doprowadziła Go do najważniejszej funkcji w naszym państwie – został pierwszym Polakiem, który nas reprezentuje przed całym światem. I wiara jest dla niego jednym z priorytetów. Czy dla nas też wiara jest priorytetem?
Spróbujmy brać przykład nie tylko z naszego doktora miodopłynnego ale również z Pana Prezydenta Karola Nawrockiego a w naszym życiu będą działy się cuda. Może nie będziemy zakładać klasztorów, bo jest ich wystarczająco dużo, nie zostaniemy też prezydentami ale na tym świecie są jeszcze setki i tysiące możliwości pracy i działania aby uczynić go odrobinę piękniejszym szczególnie dla tych, którzy o prawdziwym Pięknie nie słyszeli ani go nigdy nie widzieli.
Bo ani ucho nie słyszało ani oko nie widziało, co Bóg zgotował tym, którzy w Niego wierzą i którzy Go miłują!
Dlatego prośmy św. Bernarda o pomoc. On jest jednym z tych, którzy cywilizowani Europę, bo jest jednym z głównych założycieli cystersów, a wiemy, że cystersi to nie tylko ewangelizowanie ale zdrowy rozsądek i ciężka praca. Wraz z benedyktyński oni budowali Europę. Dopiero później pojawiły się zakony tzw. żebracze czyli franciszkanie i dominikanie.
Dlaczego Bernard jest tak ważny? Bo łączył życie czynne z życiem duchowym. Nie wszyscy wiedzą jak wielkim był wielbicielem i miłośnikiem Eucharystii i Matki Bożej co nie przeszkadzało mu zakładać nowych klasztorów w Europie a nawet w Polsce.
I jeszcze na koniec jedno wyjaśnienie – co to znaczy, że miał miód w ustach? Że smakował miód to pewne, bo cystersi hodowali i dalej hodują pszczoły – widziałam w opactwie w Szczyrzycu – ale chodzi o piękno jego mowy i słów, którymi ewangelizował. Piękno języka jego kazań do dziś zachwyca a minęło przecież blisko dziewięćset lat od czasów w których żył i głosił Ewangelię opowiadając naukę Chrystusa. Nauka Jego bowiem jest słodka jak miód i Bernard świetnie o tym wiedział. Nade wszystko miał na ustach Imię Jezusa, a ono jest słodkie jak miód.
Bernard uważał, że im głębiej ktoś żyje Eucharystią, tym głębszy jest jego etos i duchowość. Podkreślał, że ludzie, którzy godnie żyją Eucharystią, to ludzie o najwyższym stopniu kultury w życiu codziennym. Jednym słowem Eucharystia ma wiele wspólnego z moralnością człowieka i chrześcijanina, dlatego Bernard tak bardzo podkreślał jej znaczenie. Pamiętajmy, że żył w czasach, kiedy nie było praktyki codziennej komunii świętej, więc udział w Eucharystii – Mszy Świętej był tak ważny.
Dziś wiemy jeszcze więcej – Eucharystią jest sakramentem wolności. Naszej i narodowej. Bernard na pewno też to wiedział i mówił, bo to jest oczywiste, chociaż nie znalazłam wypowiedzi na ten temat, ale przez wieki zachowały się nieliczne jego teksty, które robią wrażenie.
Dlaczego Bernard jest tak niezwykły? Ciągle ma swoich naśladowców. I to nie tylko w klasztorach cysterskich w Polsce, Europie i na świecie ale również wśród świeckich. Myślę, że nasz wspaniały Prezydent, dla którego wiara i Eucharystią jest jednym z priorytetów obok miłości do Ojczyzny i polskiej historii oraz Polaków i swojej Rodziny jest wspaniałym przykładem postawy, której początek dał w Europie św. Bernard z Clairvoux. Jak widzieliśmy i widzimy, jego bogate życie duchowe mocno powiązane jest z ciężką pracą dla tych, których kocha i dla których pracuje oraz podjął się – jak sam mówi – tej zaszczytnej chociaż trudnej misji.
Dlatego proszę Cię dzisiaj św. Bernardzie z Clairvoux wspieraj naszego wspaniałego Pana Prezydenta 🇵🇱 który tak cudownie łączy wiarę i swą piękną duchowość z ciężką pracą dla Polski i Polaków, a wiemy, że Polska jest sercem Europy, więc jest to również praca dla Europy, tak jak Twoja praca Drogi Bernardzie❤️
Piękna litania do św. Bernarda, którą polecam do odmówienia:
Chociaż bardzo lubię litanie, to najpiękniejsza jest krótka modlitwa św. Bernarda do Matki Bożej, którą warto odmawiać, zwłaszcza, że przed nami cudowne święta Maryjne jeszcze w sierpniu, potem we wrześniu, październiku…
Właściwie to w każdym miesiącu są jakieś Maryjne święta, więc można odmawiać ją jak Bernard przez cały rok!
Święty Jacku, śliczny kwiecie… – tak dzisiaj wielbiciele Jacka śpiewali i śpiewają. A więc jest kwiatem. Tak. Hiacyntem. Ale w przeciwieństwie do hiacyntów, czyli kwiatów, które kwitną tylko wiosną i odurzają zapachem on kwitnie nie tylko przez cały rok, ale kwitnie już od ośmiuset prawie lat.
Imię Jacek nie jest dziś szczególnie popularne – przynajmniej w Polsce. Może to za sprawą mitu a może zestawienia go z plackiem w popularnej powieści dla dzieci i młodzieży, które potem stało się rymowanką, której nie będę przytaczać, bo na pewno znana.
Ale jak wiemy z historii, kiedyś imię Jacek było bardzo popularne i modne – nawet wśród arystokracji. I właśnie za sprawą pierwszego znanego Jacka z Odrowążów weszło do historii nie tylko Polski.
Każdy z nas zatem może go dziś prosić słowami litanii o pomoc: Święty Jacku, módl się za nami. Święty Jacku, mężny zwycięzco świata, ciała i czarta, Święty Jacku, prawdziwy naśladowco świętego Dominika, Święty Jacku, przyjemna Chrystusowi ofiaro z umartwienia ducha i ciała, Święty Jacku, przykładzie wszelkich zakonnych cnót, Święty Jacku, cudownie dźwigający modlitwą zniszczone zboża, Święty Jacku, cudowny żeglarzu po bystrych nurtach rzeki,
17th century The Dominican Church, Krakow, Poland Święty Jacku, pierwszy w Polsce założycielu Zakonu Kaznodziejskiego i Różańca Maryi, Święty Jacku, niezmordowany pracowniku winnicy Pańskiej, Święty Jacku, cudowny lekarzu na wszelkie rodzaje chorób, Święty Jacku, opiekunie wszystkich uciśnionych i opuszczonych sierot, Święty Jacku, żarliwy obrońco ginących dusz, Święty Jacku, nadziejo i pociecho konających, Święty Jacku, apostole północnych i wschodnich krajów, Abyśmy powstali przez prawdziwą pokutę z naszych grzechów, Abyśmy pozostali zawsze zdrowi na duszy i ciele, Abyśmy nie umarli bez prawdziwej skruchy i bez świętych sakramentów, módl się za nami.
Święty Jacek 17th century The Dominican Church, Krakow, Poland
Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, dzięki Twojej łasce święty Jacek przez wytrwałe głoszenie Ewangelii odnowił i umocnił w wierze wiele narodów, przez jego wstawiennictwo pomnóż naszą wiarę, abyśmy byli zdolni pracować dla Twojej chwały i zbawienia ludzi. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Bogarodzico Dziewico, módl się za nami. Królowo Polski, módl się za nami. Święty Jacku, módl się za nami. Najświętszej Maryi Synu umiłowany, módl się za nami. Kwiecie niebieskiego ogrodu, módl się za nami. Bezcenny kamieniu na polskiej koronie, módl się za nami. Patriarchy Dominika wielki naśladowco, módl się za nami. Ojcze polskich braci kaznodziejów, módl się za nami. Apostole dobrej nowiny wśród ludów pogańskich, módl się za nami. Wierny stróżu Chrystusa w Eucharystii i Matki Najświętszej, módl się za nami. We wszelkich chorobach cudowny lekarzu, módl się za nami. Konających nadziejo i pociecho, módl się za nami. Uciśnionych i prześladowanych troskliwy Opiekunie, módl się za nami. Odnowicielu życia chrześcijańskiego w Polsce, módl się za nami. Ostojo wiary w czasach burzliwych, módl się za nami. Zatroskany o jedność Kościoła, módl się za nami. Przykładzie cnót kapłańskich i zakonnych, módl się za nami. Wielki cudotwórco, módl się za nami. Powalone gradem zboże modlitwą dźwigający, módl się za nami. Smutnym i udręczonym z pomocą spieszący, módl się za nami. Darem proroctwa ozdobiony, módl się za nami. Przemożny opiekunie Krakowa i jego mieszkańców, módl się za nami. Skuteczny orędowniku u Najświętszej Maryi, módl się za nami.
Abyśmy wzrost i rozkwit naszej świętej wiary oglądać mogli, módl się za nami. Abyśmy z nawrócenia grzeszników się cieszyli, módl się za nami. Abyśmy biskupów i kapłanów pełnych Ducha Bożego mieli, módl się za nami. Abyśmy w pokoju Pana Boga i Jego Matkę Najświętszą chwalili, módl się za nami. Abyśmy od głodu, ognia i wojny zachowani byli, módl się za nami. Abyśmy wiszącej nad nami kary za grzechy uniknęli, módl się za nami. Abyśmy przez prawdziwą pokutę z grzechów powstali, módl się za nami. Abyśmy w wierze, nadziei i miłości Bożej coraz bardziej wzrastali, módl się za nami. Abyśmy bez skruchy i sakramentów świętych nie umierali, módl się za nami. Abyśmy po śmierci łaskawego sądu doznali, módl się za nami. Abyśmy z Jezusem i Maryją wiecznie królowali, módl się za nami.
Módlmy się: Boże, Ty obdarzyłeś świętego Jacka szczerym charyzmatem słowa, dzięki któremu wiele ludów przywiódł do światła Prawdy, pobudzaj nas do pełnienia dobrych czynów, aby ludzie widząc je chwalili Ciebie. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.